Rozdział VI
Jego wspaniały uśmiech, któremu
mogłoby mu zazdrościć wiele chłopaków wciąż widniał gdzieś w
mojej pamięci. To jak na mnie patrzał, uśmiechał, jak zatroszczył
się o mnie. On był zupełni inny niż mówiono w plotkach. Leżałam
do 15 na łóżku, słuchając muzyki i myśląc o nim. Nagle
poczułam wibracje na łóżku. Odblokowując telefon zobaczyłam że
dostałam SMS od Justina.
Od: Justin:)
Nie wiem w co mam się ubrać. Może
coś mi doradzisz?
Rozbawiło mnie to troszkę, bo on się
mnie pytał w co ma się ubrać. Jakbym była jego mamą.
Postanowiłam sobie zażartować.
Do: Justin:)
Wiesz co najlepiej w ubrania, ale
nic nie zaprzeczę jak przyjdziesz nago #LOL hahhah :D
Na odpowiedź nie musiałam długo
czekać.
Od: Justin:)
Ja wiem że chciałabyś mnie
zobaczyć gołego, ale będę się krępować przy twojej mamię,
twój tata będzie zazdrosny za pewnie. Nie chcę aż tak ryzykować:D
Jak zwykle za wysoka samoocena, ale
lubiłam go i to bardzo
Do: Justin:)
Ah no tak, masz w pełni rację. To
może przyjdź tak jakoś elegancko? :)
Od: Justin:)
Okej, postaram w coś się ubrać
eleganckiego, może nie zaliczę klapy. Buziaki:*
Już mu nie odpisałam, bo musiałam
się zacząć szykować. Postanowiłam ubrać spódnice, do środka
włożyć koszulę i jedną balerine. Ubrałam swój naszyjnik od
taty, który dostałam na 14 urodziny. Siedząc przed moim małym
kącikiem, wpatrując się w lustro, pomalowałam się jak zwykle. Do
tego pokręciłam włosy, puszczając sobie sama do siebie uśmiechy.
Byłam cała w skowronkach. Nagle nie spodziewanie usłyszałam
dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek zobaczyłam że to już
piąta. Wstałam szybko przemieszczając się o kulach na hol,. Już
słyszałam moją mamę z dołu.
-Kochanie chodź szybko, już przyszedł
nasz gość.-zawołała
-Wiesz co mamo, jakimś dziwnym cudem,
nie mogę szybko schodzić-powiedziałam to ironicznie
Schodziłam bardzo wolno po schodach, a
gdy zauważyłam że wszyscy na mnie się patrzą, na mojej twarzy
wyskoczyły rumieńce, bo tak bardzo nie lubiłam kiedy wszyscy na
mnie patrzyli. Byłam w niezręcznej sytuacji . Gdy doszłam na dół
uśmiechnęłam się do Justina
-Kochanie jak ty pięknie wyglądasz,
pewnie dla Justina się tak ubrałaś-zaśmiała się i pomogła mi
zejść z ostatniego schodka
-MAMO!-warknęłam -A ty co tak na mnie
patrzysz? Nie widziałeś nigdy kaleki?-spojrzałam się na Justina i
zaśmiałam się
-Nie chodzi o twoją nogę, nawet jej
nie zauważyłem. Chciałem ci powiedzieć że pięknie
wyglądasz.-odgarnął mój kosmyk włosów z czoła za ucho
-Przesadzasz!-zaczerwieniłam się
-Ah no tak! Już dałem twojej mamię,
a to dla Ciebie.-Pokazał mi piękny bukiet kwiatów
-Ojej jakie śliczne, jeżeli mógłbyś,
odłóż je w kuchni, bo nie mogę wziąć-uśmiechnęłam się
Poszedł do kuchni i odłożył kwiaty,
w ty momencie ja spokojnie doszłam do stołu i usiadłam, obok mnie
siedział Justin i mój brat John, a naprzeciwko nas moi rodzice.
Przez chwile była taka niezręczna cisza. Nikt nie wiedział co ma
powiedzieć. Ale gdy moja mama się rozgadała nie było końca. Ja
spokojnie zjadłam, nie udzielając się zbytnio w rozmowie. Gdy
nadeszło koniec spotkania, Justin postanowił mnie odprowadzić na
górę. Było to bardzo miłe z jego strony. Weszliśmy do mojego
pokoju, od razu usiadłam na łóżku, byłam trochę zmęczona.
-Mam nadzieje że się nie zniechęciłeś
przez moją mamę czy coś.-zaśmiałam się
-Nie było fantastycznie, naprawdę,
podobało mi się!-powiedział to całkiem szczerze
-To możemy to powtórzyć
kiedyś-uśmiechnęłam się-To będziesz się już zbierać czy jak?
-Tak raczej tak, mam nadzieje że dasz
sobie radę, w razie czego pisz do mnie-podszedł do mnie i
przytulając mnie na pożegnanie, wyszedł.
Tak bardzo nie chciałam żeby
wychodził. Chciałam już krzyknąć "zostań", ale nie
mogłam, przecież musiał wrócić do siebie do domu, też ma
rodzinę jeszcze jutro szkoła. Poszłam zmazać cały makijaż,
umyłam jakimś cudem włosy, związałam je w kok i przebrałam w
pidżame.
Położyłam się na łóżku.
Wpatrywałam się w bezchmurne niebo, gdzie były same gwiazdy i
pełnia księżyca. Nie wiedziałam co robić więc napisałam do
Justina
Do: Justin:)
Co robisz? Ja właśnie patrze w
niebo, na te wszystkie gwiazdy i myślę o tym wszystkim co
przytrafiło nam się w ciągu 24 godzin.
Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam,
ale ciekawszej rzeczy nie miałam do roboty. Nagle poczułam wibrację
i rzuciłam się do telefonu jak nigdy.
Od: Justin:)
Ja właśnie się umyłem i
przebrałem. No ja też myślałem, ale w sumie się cieszę że tak
wszystko tak wyszło. Patrze w gwiazdy tak jak ty, widzisz mały i
wielki wóz?
Do: Justina:)
Właśnie widzę, w sumie tak mi
teraz smutno, nudzi mi się. Brakuję mi teraz z kogoś z kim
mogłabym porozmawiać.
Nie doczekałam się
na odpowiedź. Może jakoś go zdenerwowałam, albo zasnął? No nic,
patrzałam nadal w gwiazdy i rozmyślałam, gdy nagle znajoma mi
twarz wyskoczyła przed oczyma. Zapukała do okna i poprosiła żeby
otworzyła. To był Justin. Podniosłam się i otworzyłam okno, on
przez nie wszedł i się uśmiechnął.
-Justin? Co ty
tutaj robisz o tej porze?-szepnęłam
-No mówiłaś że
ci kogoś brakuje z kim mogłabyś porozmawiać więc jestem na
życzenie-uśmiechnął się
-Głupek, nie
wiedziałam że to zrobisz.
-No widzisz, musisz
uważać na słowa. Bo jeszcze powiesz coś czego później będziesz
mogła żałować. Ale nie no spokojnie, jestem tylko na twoje
rozkazy.-wyszeptał
-Ale to nie był
nawet rozkaz, po prostu tak ci napisałam.-zaśmiałam się bardzo
cicho-Niepotrzebnie cię narażałam żebyś przyjechał tutaj nocą,
przecież mogło ci się coś stać!
-Przestań gadać
głupoty! Zapomniałaś że jestem sam Justin Bieber, i mi nic złego
nie może się stać? Ewentualnie komuś innemu może się stać, ale
o mnie zupełnie nie musisz się martwić.
-Głupek, ale dobra
kładź się koło mnie.-poklepałam wolne miejsce
-Jutro pomogę ci
się zabrać do szkoły. Więc spokojnie-uśmiechnął się
-To wiesz co
jeszcze dla mnie zrób? Idź zamknij drzwi na klucz żeby moja mam
nie wpadła do pokoju.-szepnęłam
Justin wstał i
zamknął drzwi,po czym położył się koło mnie i rozmawialiśmy
do późna. Gdy już powiedziałam że idę spać, przez chwilę
udawałam że śpię, ale tak naprawdę nie mogłam zasnąć.
Poczułam jego usta, całujące mnie w czoło i mówiące „Dobranoc
kruszynką”. Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
Nagle usłyszałam
szeptanie do mojego ucha, ten niziutki głos. Ciągle mówił „Nicol,
Nicol wstawaj niedługo do szkoły, zaraz twoja mama przyjdzie.”
Więc szybko zerwałam się z łóżka i rozejrzałam się po pokoju,
zauważyłam tylko Justina.
-Spokojnie to tylko
ja, chciałem cię obudzić żebyś zdążyła i w ogóle- powiedział
siedząc koło mnie
-Oh dziękuję ci
bardzo.- wysłałam mu promienny uśmiech- Teraz czeka mnie zadanie,
ale poproszę Ciebie o to. Podasz mi tą bordową koszulę, do tego
te kremowe jeansy?-spojrzałam na niego
Na odpowiedź nie
musiałam w ogóle czekać, bo Justin od razu mi wszystko podał, po
czym pomógł mi wejść do łazienki. Po drodze jeszcze wyjęłam
czystą bieliznę. Gdy już ubrałam wszystko Justina nie było w
pokoju. Schodząc powoli po schodach oznajmiłam mamię że nie jem
dzisiaj śniadania i że Justin mnie podwiezie do szkoły. Wyszłam
przed dom, widziałam już jego brązowe oczy siedzące w aucie, ale
było inne niż tamtej nocy co złamałam sobie nogę.
Wyszedł po mnie,
pomagając mi wejść do samochodu. Siedząc już w środku
spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam
-Myślałam że się
mnie wystraszyłeś, bo tak uciekłeś nic nie mówiąc, ale później
sobie przypomniałam, że pewnie do samochodu już poszłeś.
-No to dobrze że
tak pomyślałaś, a więc gotowa na pierwszy dzień z nogą w gipsie
?-uśmiechnął się do mnie
-Gotowa!-oznajmiłam
Nagle ruszył i
pojechaliśmy do szkoły, gdy podjeżdżaliśmy na parking, wszyscy
się na nas dziwnie patrzyli, a w szczególności grono Biebera.
Pomógł mi wysiąść
z auta, po czym ja stanęłam lekko na palcach u jednej nogi, żeby
mu wyszeptać.
-Czemu oni wszyscy
się tak na nas dziwnie patrzą? Coś im zrobiłam?-szepnęłam
-Nie przejmuj się
nimi, oni tak zawsze. Pewnie pomyślą sobie że jesteś moją nową
dziewczyną, więc się nie zdziw.-powiedział to wszystko z takim
spokojem w głosie
Wzruszyłam
ramionami. Pomógł mi dojść do mojej szafki. Wykręciłam kod,
wyciągnęłam na dziś potrzebne mi książki, pakując je do torby.
Justin wszystko czujnie obserwował.
-To jaką masz
pierwszą lekcję? To cię odprowadzę-odparł
-Historię-powiedziałam
Udaliśmy się do
sali nr 374 gdzie miałam mieć właśnie lekcję. Idąc z Bieber'em
przez korytarz wszyscy nas obserwowali, rozmawiali o nas. Coś czego
tak bardzo nienawidziłam. Gdy odprowadził mnie do sali akurat był
dzwonek. Pożegnałam się z nim.
Wchodząc do sali,
myślałam że już się dzisiaj z nim nie spotkam, że już będzie
ciągle w swoim gronie. Ale się zdziwiłam kiedy przyszedł po mnie
na przerwie lunch'owej.
-Cześć! Co ty na
to żebym gdzieś cię zabrał?-spojrzał na mnie i się uśmiechnął
-No zależy
gdzie?-odparłam
-No tutaj
niedaleko, pokażę ci wspaniałe miejsce w tej szkole-puścił mu
prawe oko
-Niech Ci będzie!
Ale pamiętaj że nie mogę się przemęczać. W razie co będziesz
mnie niósł na rękach-zaśmiałam się.
Skierowaliśmy się
ku jakiemuś ładnemu parkowi. Gdzie wszystko zakwitało, było
zielono. Byłam ciekawa gdzie ma zamiar mnie zabrać.
~~~
podoba się? napisałam więcej, mam nadzieje że się podoba<3