wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział XVII

Spojrzałam na telefon i ujrzałam na nim SMS:
Od: Justin<3
Ja Ciebie też kochanie, dobranoc :*
Tak na pobudkę to była świetna wiadomość od rana. Wstałam z łóżka idąc do swojej szafy wyciągając z  niem białą przewiewną koszulę, do tego czarna spódniczka do kolan, rajstopy i baleriny. Koszulę włożyłam w spódnicę nałożyłam rajstopy i podeszłam do swojego lustra. Przejrzałam się w nim, udałam się do łazienki, umyłam ręce,twarz i zęby. Wzięłam puder i nakryłam nim całą twarz rozmasowując w każdym miejscu na swojej buzi. Do tego przejechałam tuszem do rzęs. Przesłałam sobie uśmiech, po czym wracając do swojego pokoju spojrzałam w lustro. Spięłam swoje włosy w koka. Sięgnęłam do szafy po swoją torbę i spakowałam do niej istotne rzeczy.
Zeszłam na dół witając się ze wszystkimi. Usiadłam przy stole chwytając za dzbanek z sokiem i nalewając sobie do szklanki. Zrobiłam sobie jedną kanapkę z serem i szynką. Skonsumowałam ją dość szybko i oznajmiłam wszystkim że wychodzę. Nagle tata mnie zawoła
-Kochanie, a numer?
-Ah no tak!-wróciłam się-Dziękuję tatusiu-pocałowałam go w czoło i skierowałam się ku wyjściu
Zamykając za sobą drzwi ujrzałam Justina, chyba w nowym samochodzie. Podeszłam do niego i nie wchodząc jeszcze  do jego auta, nachyliłam się i powiedziałam
-Mogę się z panem zabrać?
-Wsiadaj maleńka-zaśmiał się
Usiadłam obok niego i pocałowałam go na przywitanie. Spojrzałam w jego stronę i wyjęłam z kieszeni torby karteczkę.
-Masz kochanie, tutaj zadzwoń, najlepiej dzisiaj-oznajmiłam
-Dobrze-odparł-Muszę ci powiedzieć że pięknie wyglądasz, szkoda że rzadko się tak ubierasz-zachichotał
-Oj tam, dzisiaj tak wyjątkowo bo nie miałam jak się ubrać
-No dobrze, dobrze kochanie-ruszył w stronę szkoły.
Byliśmy pod szkołą już po 20 minutach. Odprowadził mnie jak zwykle pod klasę. Lunch spędziliśmy razem. Nie powiem że nie, ale lekcję mi bardzo szybko zleciały. Na całe szczęście.
Wychodząc ze szkoły,ktoś mnie chwycił za ramię i pociągnął do siebie. To był Bieber
-Jezu nawet nie wiesz jak mnie wystraszyłeś, głupek-objęłam go
-Ale twój kochanie głupek
-Tak wiem, kocham cię
-Ja Ciebie mocniej-pocałował mnie namiętnie nagle.
Drażniliśmy się jak zwykle, ale bardzo to lubiłam. W końcu to zaprzestałam, patrząc mu głęboko w oczy.
-I co zadzwoniłeś?-nie mogłam się w sumie doczekać odpowiedzi
-Tak dzwoniłem, powiedział że jeżeli chcę i mogę to już dzisiaj wpaść.
-To fantastycznie i co wpadniesz?-spytałam
-Raczej tak, a pojechałabyś ze mną kochanie?
-Jeżeli chcesz...-nagle mi przerwano
-Jeszcze się pytasz, oczywiście że chce, jesteś dla mnie ważna i chciałbym żeby mnie spierała w każdych chwilach-jeździł kciukiem po moim policzku
-No dobrze kochanie, a o której godzinie chcesz?
-Jeżeli chcesz to możemy teraz tam wpaść-uśmiechnął się
-Dobrze, to chodźmy-pocałowałam go lekko żeby czuł niedosyt.
Wsiedliśmy do jego samochodu. Nawet nie wiedziałam gdzie jechaliśmy, ponieważ nigdy tam nie byłam. Po jakiś 45 minutach byliśmy na miejscu, bo jeszcze trochę postaliśmy sobie w korku. Te studio znajdowało się samym centrum miasta. Jeszcze były godziny szczytu.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się ku wejściu. Objął mnie a ja spojrzałam ku jego twarzy
-Boisz się kochanie?
-Nie misiu, właśnie idę spełniać swoje marzenia, więc nie mam czego. Co będzie to będzie. Najważniejsze że ty tu jesteś ze mną.-pocałował mnie w czoło
Nie odpowiedziałam na to, gdyż już byliśmy w środku i przyjęła nas bardzo miła pani. Powiedziała żebyśmy poczekali bo u Adama(tak się nazywał ten kolega mojego ojca) ktoś jest.
Usiedliśmy na bardzo wygodnych kanapach, a Bieber objął mnie ramieniem i czekaliśmy. Uśmiechałam się do niego od czasu do czasu, a on mnie raz, może dwa pocałował w czoło.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wychodzi z pomieszczenia. Obydwoje wstaliśmy, a wysokiej postury mężczyzna kogoś żegnał i nagle spojrzał na nas.
-Czyżby Justin...-nie dokończył
-Tak Bieber -odparł i podał w jego stronę rękę
-Spodziewałem się dzisiaj pana, ale wejdźcie do środka, obgadamy wszystko.
Rozmawiali chyba przez godzinę, wszystkiemu się tylko przyglądałam, nie chciałam się wtrącać. Adam się strasznie zachwycał głosem Justina, bo ten pokazał mu co nie co potrafi. Weszli do studia i nagrali kawałek. To była piosenką ta, którą mi zaśpiewał na moich urodzinach. Był to tylko fragment, ale był fantastyczny. Umówili się na jutro, żeby dokończyć pracę. Miał dla niego niezły plan, żeby go rozpowszechnić i zrobić z niego gwiazdę.
Wyszliśmy ze studia, a Justin mnie odwiózł do domu. W czasie jazdy spojrzałam na niego i spytałam
-I jak podoba Ci się to czy raczej nie?
-Tak wszystko jest pięknie tylko nie jestem tego wszystkiego pewny-uśmiechnął się
-Będzie dobrze wierze w Ciebie.-pocałowałam go w policzek
-Nawet nie wiesz jak Cię kocham
-Oj kochanie...-mruknęłam
Odwiózł mnie do domu, jak zwykle pocałowałam go namiętnie i weszłam do domu. Tak już cholernie za nim już  tęskniłam, zresztą jak zwykle. Ciągle mi chodziła jego piosenka po głowie. Poszłam do rodziców powiedzieć im o wszystkim. Chyba się cieszyli tak samo jak on i ja. Nagle się źle poczułam.Dostałam nudności, wymiotowałam ze 3 razy,  leżałam w łóżku i myślałam że umrę. Chciałam żeby Justin był koło mnie. Napisałam do niego, że jestem chora i że jutro nie idę do szkoły. On się chyba strasznie zaniepokoił...


~~~~~~~~~~
i jak się podoba? notki będą codziennie o 21 dodawane :))) 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział XVI

Wyszłam z łazienki, to nie było to samo, ale chociaż trochę się odświeżyłam. Pobolewała mnie trochę głowa. To chyba przez tą całą imprezę.
Skierowałam się ku Justinowi który już na mnie czekał. Wysłałam w jego stronę promienny uśmiech.
Wyjął z kieszeni swoją rękę i skierował ku mnie. Podałam mu i chwyciłam, po czym on pocałował mnie namiętnie.
Nie trwało to zbyt długo, ponieważ musieliśmy już schodzić na dół.
Gdy kierowaliśmy się ku kuchni, wokół było porządek. Tak jak Justin mówił, chyba zostało wszystko posprzątane.
Weszliśmy do kuchni, uśmiechnęłam się do jego mamy, a ta odwzajemniła mój uśmiech. Usiedliśmy przy niewielkim stole, gdzie było już wszystko nakryte. Byłam w sumie taka głodna.
Nie wiedziałam w którym momencie zacząć, więc czekałam aż ktoś coś weźmie by nie być pierwsza. Po chwili się już rozluźniłam i zjadłam co nieco. W trakcie tego konsumowania, była dyskusja, bardzo przyjemna.
Jego mama była taka wspaniała, tylko tak jak Justin mówił mało z nim czasu spędzała. O ojcu już nic nie mówić, nigdy go w domu nie było. Nagle spojrzałam na Justina :
-Justin, odwiózłbyś mnie czy chcesz spędzisz czas z mamą?
-Jasne kochanie, chyba się nie obrazisz mamusiu?-spojrzał na swoją mamę
-Oczywiście że nie, powinieneś odwieź swoją dziewczynę, tak należy zrobić. Ja sobie odpocznę po ciężkiej podróży
-No dobrze, więc idź już na górę się połóż już-wstał do niej i pocałował ją w policzek
Ona wyszła i chyba poszła do swojego pokoju. Ja oparłam się i powiedziałam zmęczona
-To jak idziemy? Bo zmęczona jestem
-Dobrze kochanie, chodź!-złapał mnie i wyszliśmy
30 minut później...
Odprowadził mnie pod same drzwi, jeszcze ostatni dziś raz się do mnie uśmiechnął i pocałował. Tym razem dłużej i bardziej namiętnie niż wcześniej. Nie chciałam żeby przestawał, było mi tak przyjemnie i fajnie że nic mi teraz nie było potrzebne.
Po chwili otworzyłam drzwi i weszłam do domu, odwracając jeszcze raz się do niego i machając mu. Weszłam do przedpokoju i szukałam wzrokiem rodziców, byli w salonie. Postanowiłam do nich pójść. Gdy mnie moja mama ujrzała uśmiechnęła się do mnie i spytała
-O jesteś kochanie i jak się bawiłaś?
-To ty mamo o wszystkim wiedziałaś?-w moim głosie można było usłyszeć zdziwienie
-No tak kochanie, przecież Justin nas też prosił  o niewielką pomoc, ale dobra nie ważne. Będziesz szła spać teraz?
-Raczej tak, ale mam jeszcze do taty pytanie.
Ujrzałam oczy mojego ojca za gazety.
-Słucham cię córeczko-odparł patrząc się w moją stronę
-No bo miałeś kolegę, za czasów szkolnych co nie?-nie czekałam na odpowiedź-No i on ma teraz studio nagraniowe. Masz jakiś do niego kontakt?
-Powinien mieć, a do czego ci?
-Chciałabym żebyś mi podał, żeby Justin się z nim umówił. On ma wielki talent,  żeby nagrał swoją piosenkę.  Chce mu pomóc.
-Dobrze kochanie. Poszukam tego i powinnaś mieć na rano, a teraz już idź wziąć prysznic i spać, bo jutro do szkoły. Mam nadzieje że masz wszystko odrobione.
-Tak kochanie spokojnie, kocham ciebie-pocałowałam go w policzek-I Ciebie też mamusiu-też ją pocałowałam w policzek
Wyszłam z salonu i udałam się do swojego pokoju na górze, weszłam  od razu do łazienki ściągając z siebie wszystkie ciuchy i wchodząc pod prysznic. Umyłam wszystko od czubka głowy, aż po palce u nóg. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam ubrać się w piżamę. Jak już byłam ubrana położyłam się na łóżko i sięgnęłam po telefon od razu pisząc do Justina SMS :
Do: Justin
Kochanie będę miała dla Ciebie telefon na jutro.
Nie czekałam długo na odpowiedź
Od: Justin
Ojej kochanie, będę ci wdzięczny do końca życia. To widzimy się rano?
Do: Justin
Tak kochanie idę spać już dobranoc. Kocham Cię :*
Nie odpisywał przez dłuższy czas i zasnęłam. Rano obudziły mnie promienie słońca....


~~~~~~~~~~~~
czytasz? skomentuj, będzie to dla mnie bardzo miłe <3

niedziela, 28 kwietnia 2013

Rozdział XV

Pilnowaliśmy wszystkiego czujnie. Do końca imprezy było bardzo spokojnie. Ja, jako solenizantka wypiłam może z dwa, góra trzy piwa.
Gdy wyszedł ostatni gość, położyliśmy się w raz z Justinem, na najbliższej kanapie.
-Boże kochanie powiem ci, że strasznie mi się podobało-powiedziałam zmęczonym głosem
-Oj, ale widzę że kochanie jesteś zmęczona, może chodź położymy się na górze i odpoczniemy?-odparł-Zaraz przyjedzie nasza stała pokojówka więc to posprząta, nie musisz się o to martwić
Jakby mi wyczytał to w myślach. Pomyślałam właśnie o sprzątaniu, ale ucieszyłam się że nie będę musiała tego robić, marzył mi się wielki odpoczynek.
-Dobra kochanie chodź na górę
Nagle poczułam jak unoszę się w powietrzu, to Bieber mnie wziął na ręce.
Zaniósł mnie na górę i wprowadził do swojego pokoju. Był bardzo typowy jak dla chłopaka w w jego wieku. Niebieskie ściany, panele i na jednej ścianie masa plakatów koszykarzy. Widać że to go fascynowało.
W kącie leżała gitara, tą właśnie grał gdy śpiewał piosenkę na urodzinach.
Położył mnie na łóżku i położył się koło mnie, spojrzałam mu głęboko w oczy. Były pełne szczęścia przynajmniej tak mi się wydawało.
-Kochanie-powiedziałam cicho
-Hmmm?-odparł
-Zaśpiewał byś mi coś jeszcze?-spojrzałam na jego reakcję
-Naprawdę kochanie chcesz?
-No oczywiście, tak pięknie śpiewasz.
-Dobrze, ale nie będę sięgać już po gitarę-puścił mi oczko
-Oczywiście, ważne żebyś mi zaśpiewał-odpowiedziałam stanowczo
Usłyszałam jego głos, przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w tekst piosenki był taki piękny : "Poprzez ocean, poprzez morze. Zaczynam zapominać sposób w jaki na mnie patrzysz. Poprzez góry, poprzez niebo. Potrzebuję ujrzeć twą twarz, potrzebuję spojrzeć w twoje oczy. Poprzez burzę i poprzez chmur. Wyboista droga i teraz do góry nogami. Wiem, że jest trudno spać w nocy. Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku. W porządku. Poprzez smutek i walki. Nie martw się, bo wszystko będzie w porządku W porządku " * Przy tym jeździł palcem po policzku. Myślałam że umarłam i na nowo się urodziłam.
Gdy już nie słyszałam jego głosu, bo chyba skończył, spojrzałam na niego
-Czemu nie pójdziesz do jakiegoś programu czy coś się nie zgłosisz?-spytałam -Przecież tyle teraz jest różnych, a twój talent nie powinien się marnować, może warto spróbować?
-Wiem co masz na myśli, chciałem się skusić, ale jest pewna obawa że zapomną szybko o mnie, będzie to na chwilę, przejściowa. Ja nie chce takiego czegoś, już w ogóle nie chce zaczynać.-pocałował mnie w czoło-Ale dziękuję kochanie że się tak troszczysz
-Ej kochanie, może byś nagrał na razie jedną piosenkę? Tak na próbę? -spytałam
-Nie powiem że nie, ale nie mam studia ani nic, a to jest podstawa.
-Hmmm-pomyślałam przez chwilę-Ależ oczywiście!-coś mnie nagle oświeciło- Mój tatuś zna wszystkich, wiem że kiedyś gadał coś tam że ma kolegę, za czasów szkolnych jeszcze się znali i on ma studio nagraniowe, chyba nie ma wielkich cen tam. Może się zapytam taty?-zapytałam go-Zresztą po co się pytam, musisz tam pójść i nagrać
-Mój skarb-odparł-Tak bardzo cię kocham, wiesz?
-Wiem misiu, wezmę od tatusia numer telefonu i zadzwonisz w najbliższym czasie
-No dobrze kochanie, myślę że to dobry plan-uśmiechnął się
-To zaśpiewaj mi jeszcze raz to-oznajmiłam
-Dobrze kochanie, ale śpij już bo zmęczona jesteś-zaczął śpiewać i jeździć ręką po moich plechach
Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie głos jakiejś kobiety. Szybko wstałam i spojrzałam. Była to chyba jego mama. Bardzo elegancka i niewysoka pani. Nagle Justin zerwał się też z łóżka i spojrzał na tą kobietę.
-Mama?-spytał
-No cześć syneczku chyba przyjechałam w nieodpowiednim momencie-uśmiechnęła się
-Nie mamo, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę.
-Wybacz, że zapytam, ale kim jest ta dziewczyna?-spojrzała na mnię
-To jest moja dziewczyna, miałam cię z nią poznać jak wrócisz-odparł
-Oh, to miło mi cię poznać-podała mi rękę na przywitanie-Powiem ci że jesteś bardzo ładna
Wydawała się bardzo sympatyczną panią
-Dziękuję bardzo pani-uśmiechnęłam się i podałam jej swoją dłoń
-To może zjemy razem kolację bo już 19-spytała się nas
-Dobrze mamusiu, to zaraz zejdziemy i w ogóle
-Okej synuś, idę powiedzieć Wandzie żeby coś przyszykowała-wyszła
Spojrzałam na Biebera i się zaśmiałam
-Czemu się śmiejesz?-przytulił się do mnie
-Ponieważ chciałabym poznać twoją mamę w inny sposób-uśmiechnęłam się do niego
-Oj tam, dobrze że w ogóle ją poznałaś. Chodź idziemy na dół.
-Daj mi się chociaż odświeżyć-poszłam do łazienki


*Tłumaczenie piosenki na Polski : Justin Bieber - Be Alright

~~~~~~
pysie, piszcie mi że przeczytaliście czy coś, nawet nie wiecie jak mnie to cieszy :)))

czwartek, 25 kwietnia 2013

Rozdział XIV

Jak się drzwi otworzyłam usłyszałam głośny krzyk: "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO NICOL". Jakaś mi nieznajoma osoba podeszła do mnie z tortem w ręku i kazała mi zdmuchnąć świeczki. Tak bardzo tego nienawidziłam, ale nie chciałam psuć tego wszystkiego bo Justin tak się napracował i włożył w to tyle serca.
Zdmuchnęłam wszystkie świeczki od razu. Uśmiechnęłam się do Biebera całując go czule w usta, w ramach podziękowań. Wszyscy klaskali, ale na szczęście nie śpiewali mi "Sto lat" czy czegoś innego. Tego już bym nie zniosła.
Wszyscy mi podawali jakieś prezenty, było tego sporo i nigdy w życiu, nawet bym nie pomyślała o takiej ilości prezentów. Trochę głupio się czułam, lecz z uśmiechem na twarzy wszystkim dziękowałam.
Gdy skończyło się dawanie tych prezentów, chociaż myślałam że nigdy się to  nie zakończy. Wszyscy się rozeszli po całym domu, ale najwięcej ludzi było na basenie. Justin tylko mnie objął w pasie i przyciągnął do siebie
- I co kochanie? Mam nadzieje że podoba Ci się moja niespodzianka. Nawet nie wiesz jak się starałem.-odparł z uroczym uśmiechem
-Oj strasznie kochanie, nawet nie wiesz jak. Nie spodziewałam się tego. -odparłam
-To się cieszę, bo myślałem że nie spodoba ci się mój pomysł
-Nie kochanie, jest fantastyczny-pocałowałam go namiętnie. Chwile się z nim drażniłam, ale po chwili nasze języki się spotkały, a jego zaczął pieścić moje podniebienie.
Już kilka osób było pijanych, ale czego się spodziewać po takiej domówce, ja nie chce wiedzieć, jak ten dom i to wszystko będzie rano wyglądać.
Nagle Justin złapał mnie za rękę i pociągnął na górę. Wydaje mi się że do pokoju rodziców. Było tam bardzo ładnie, w sumie mój gust. Łóżko z baldachimem, ściany koloru beżowego i wszystko było takie miłe i przytulne.
Nie zastanawiałam się dlaczego mnie tu przyprowadził, ale wiem że nie na dole było strasznie głośno i już powoli zaczynała mnie głowa boleć.
Justin usiadł na łóżku i nie zauważyłam kiedy, ale miał gitarę w ręku.
-To piosenka specjalnie dla Ciebie kochanie-odparł
Śpiewał tak wspaniale że nie wiem czemu nie jest jakimś sławnym wokalistą. Ma wszystko czego  współczesnym piosenkarzom. Głos, uroda, styl no i czego chcieć więcej?
Gdy skończył mi śpiewać byłam zakochana w nim jeszcze bardziej, chociaż nie wiem czy się tak dało.
Jak odłożył gitarę na bok, postanowiłam się do niego przytulić. Wskoczyłam na niego kładąc nas jednocześnie na te wygodne łóżko. Spojrzałam mu w jego brązowe oczy i uśmiechnęłam się. Bieber za to mnie namiętnie pocałował i obrócił nas tak że to on na mnie leżał a nie ja na nim.
Zaczął mnie delikatnie całować po całej twarzy, nie omijając żadnego miejsca.
Robił to tak fantastycznie, że zagryzłam swoją dolną wargę uśmiechając się tylko. Nagle zaczął zjeżdżać coraz niżej, pozostając na mojej szyi. Zaczął lekko ją ssać pozostawiając na niej z dwie malinki. Spojrzał na mnie oblizując tak seksowanie swoje wargi, że od środka to normalnie szalałam.
Przez głowę przeszła mi myśl:"Serio?Ja z nim jestem?"
Te jego pocałunki były takie  podniecające i rozkoszne, że nic więcej mi nie było potrzeba.
Justin zjechał jeszcze niżej do mojego dekoltu, chyba wiedziałam co ma na myśli, ale nawet nie protestowałam, chciałam w sumie też tego co on, po za tym mam urodziny i co będę sobie żałować? Nie będę wiecznie dziewicą.
Po chwili nie czułam nic jakby przestał i faktycznie, jego twarz znalazła się obok mojej szepcząc mi do ucha
-Chcesz tego skarbie? Bo jeżeli nie, to powiedz
-Tak kochanie, nie krępuj się-odparłam
I gdy nagle miałam poczuć jego usta na moich piersiach, nagle ktoś wpadł do pokoju. Chyba jego kumpel,był zdyszany.
-Justin!Justin! Policja przyjechała-odparł ostatnim tchem
-O kurcze, spokojnie pogadam z nimi, a ty tutaj zostań Nicol.
-O nie, idę z tobą-złapałam go za rękę
On  nic nie odpowiedział tylko pokiwał głową.
Zeszliśmy na dół, w drzwiach stał komendant naszego miasteczka i dobry znajomy mojego taty. Nie wiedziałam się czego spodziewać.
-Słucham pana?-odparł Justin wysokim głosem
-Dzień dobry, doszły do mnie skargi o zakłócanie spokoju, wytłumaczy mi pan to co tu się dzieje??-odparł spoglądając na mnie, chyba się zorientował kim jestem
-Już oczywiście-przełknął ślinę-Dzisiaj moja dziewczyna-wskazał na mnie-Ma 17 urodziny, postanowiłem wyprawić jej imprezę jakiej nigdy w życiu nie przeżyła. Może znajomi się trochę za głośno zachowują, ale obiecuję że ich uspokoję-odparł
-Ah no chyba że tak. To uspokój ich i mam nadzieje że nie dostanę więcej skarg-uśmiechnął się-A panience życzę wszystkiego najlepszego i pozdrów tatę
-Oh dziękuję i na pewno pozdrowię-uśmiechnęłam się również do niego
Wyszedł z korytarza, a Justin zamknął za nim drzwi.
-To ty go znasz?-spytał
-Ja nie, moi rodzice
-Będziesz miała problemy?
-Wydaje mi się że nie, bo on nie jest taki żeby na kablować na mnie-spojrzałam w jego stronę-Dobra chodź tutaj ogarniemy trochę, żeby już nikt nie przyjechał
-Dobrze kochanie-odparł i pocałował mnie.

~~~~
jak się podoba? jest też nowy wygląd bloga i podoba wam się?
http://ask.fm/WojdyloNikola dodajemy do obserwowanych, pytamy, lajkujemy

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział XIII

Nagle przerwałam ich rozmowę, pytając się Justina czy się gdzieś przejdziemy. On się uśmiechnął tylko do mnie i poszliśmy. Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę najbliższego parku.
Było tam tak pięknie, wszystko takie zielone, słońce świeciło, kwiaty pięknie pachniały.
Nagle Bieber schylił się po jednego kwiatka i dał mi.
-Piękny kwiatek dla pięknej dziewczyny, tylko szkoda że taki mały-zaśmiał się i pocałował mnie czule w usta
Spacerowaliśmy tak dalej. On jak zwykle się wygłupia i ciągle mnie rozbawiał. Odkąd jestem z nim nie byłam jeszcze smutna.
Zauważyłam z daleka niewielki  plac zabaw. Spojrzałam podstępnie na Justina
-Może kochanie tam pójdziemy? Proszę-odparłam
-No niech Ci będzie-uśmiechnął się do mnie
Poszliśmy w stronę tego parku, chciałam się trochę wybawić. Byłam szczęśliwa jak nigdy. Energia mnie ponosiła.
Gdy weszliśmy na teren placu zabaw, podbiegłam do huśtawki, a Bieber wiedział chyba co go czeka.
Usiadłam na nią a on zaczął mnie bujać.
-Justin...-naciągnęłam to
-Tak?-odparł bujając mnie
-Wiesz jak ja Cię kocham?-spytałam
-Chyba nie, ale mogę zaraz się przekonać
Zatrzymał raptownie huśtawkę i objął mnie od tyłu w pasie, po czym po chwili składał mi na mojej szyi namiętnie pocałunki
-Oh Justin, jesteś taki kochany
-Wiem, ale za to nie wiesz jaka ty jesteś, jeszcze mam dla Ciebie największą niespodziankę która czeka Cię wieczorem
-Naprawdę? A co to takiego?-odparłam
-A przekonasz się kochanie, nie chce nic zdradzać-pocałował nagle mnie namiętnie w usta
-No dobra to nie mogę się doczekać wieczoru-wyszeptałam mu do ucha i pocałowałam go
Chodziliśmy tak po parku jeszcze trochę, a ja ciągle miałam w głowię co mnie czeka wieczorem. Może jakiś fajny prezent? Może do kina mnie zaprosi? W sumie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać, bo on jest taki tajemniczy, że nawet wyciągnąć nic z niego nie mogłam.
Zabrał mnie jeszcze na lody, gdy je zjedliśmy powiedziałam sarkastycznie
-To ta niespodzianka?
-Oj nie, coś ty. To jest coś o wiele lepszego. Chodź już ci pokażę tą niespodziankę, bo widzę że się niecierpliwisz.
Objął mnie swoim umięśnionym ramieniem i poszliśmy gdzieś przed siebie.
Po pewnym czasie zorientowałam się, że idziemy do jego domu. Może on tam dla mnie przyszykowała jakąś romantyczną kolację czy coś? No cóż wystarczyło czekać.
Jak już byliśmy przy drzwiach i gdy miał je otworzyć wyszeptał mi:
-Jesteś gotowa skarbie?
Pokiwałam twierdząco głową


~~~~~~~~~~~~~~
No to ten jak się podoba?
http://ask.fm/WojdyloNikola dodajemy do obserwowanych, promujemy mnie <3

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział XII

Miesiąc później.
Od strony Nicol:
W końcu zdjęli mi to przekleństwo z nogi. Z Justinem mi się bardzo dobrze układa. Wszyscy chyba zaakceptowali nasz związek. W końcu poznałam jakiegoś przyzwoitego chłopaka. No tak jeszcze miałam mieć jutro urodziny. Chce je spędzić z Justinem, sam na sam. Na jakiś spacerze lub coś.
Po szkole Justin jak zwykle odwiózł mnie do domu. Był strasznie tajemniczy, jak nigdy. Spoglądałam na niego co jakiś czas i nie wiedziałam co on knuje. Przez prawię całą naszą drogę nie odzywał się, w końcu postanowiłam przerwać tą ciszę
-Co taki tajemniczy jesteś dzisiaj?-spojrzałam w jego stronę
-Ale że ja?
-Nie no ja-odparłam ironicznie
-Nie no też głupie pytanie,  po prostu mam dużo dzisiaj spraw do załatwienia.-uśmiechnął się do mnie
-To znaczy że dzisiaj nie spędzimy ze sobą czasu?
-No dzisiaj kochanie nie, ale jutro to na pewno-nagle stanął pod moim domem i pocałował mnie czule
-Eh dobrze, ale wiedz że już tęsknie-odpowiedziałam cicho
-Ja już skarbie też-wyszeptał
Pocałował mnie ostatni raz na pożegnanie i wysiadłam z samochodu. Czekał w samochodzie na to aż wejdę do domu. Gdy stałam w drzwiach, pomachałam mu, a on mi odmachał.
Odjechał, a ja już wiedziałam że cały dzień jest bez sensu.

Od strony Justina:
Poczekałem aż wejdzie bezpiecznie do domu i odjechałem. Miałem do załatwienia tyle rzeczy, głównie zorganizowanie jej 17-stych urodzin. Chciałem żeby je zapamiętała jak nigdy. Z tej okazji zaprosiłem wszystkich jej znajomych i moich. To miało się wszystko odbyć wieczorem u mnie w domu. Rodziców nie było bo byli w delegacji więc świetna sprawa z tym. W tym wszystkim pomagał mi mój dobry kumpel Christian. Nie wiem w sumie co bez niego był zrobił, w ogóle nie wiem czy udałoby mi się wyprawić te przyjęcie bo w tym to nie jestem najlepszym. Dopiąłem wszystko na ostatni guzik. Goście byli pozapraszani, wszystko było zamówione, tort leżał już w lodówce. Byłem z siebie taki dumny.

Z rana miałem przyjechać do jej rodziców, tam mała taka uroczystość rodzinna, a później ja miałem zabrać. Położyłem się spać by być wypoczęty przed jutrzejszym dniem.
Rano gdy wstałem poszedłem wziąć szybki prysznic. Zaczesałem swoje włosy do tyłu po czym ubrałem się elegancko jak na tą okazję. Popsikałem się swoimi ulubionymi perfumami. Wyglądałem perfekcyjnie. Nie jestem z natury skromny. Ruszyłem w stronę jej domu. Po 15 minutach byłe już na miejscu.
Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi i otworzyła uśmiechnięta mama Nicol.
-Wejdź szybko do kuchni, Nicol się właśnie szykuję i zejdzie na dół. Zrobimy jej niespodziankę.-szepnęła
Wszedłem do kuchni tak jak jej mama powiedziała i czekałem aż zejdzie na dół. Taki byłem stęskniony za nią.

Od strony Nicol
Mama rano mnie obudziła i powiedziała że mam się ładnie ubrać, ponieważ przyjdą jacyś goście. Nie chciałam się z nią sprzeczać, więc poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się w elegancką czarna sukienkę , która była bardzo krótka. Założyłam jak nigdy szpilki i przeglądałam się w lustrze. Wyprostowałam swoje włosy i pomalowałam, gdy popsikałam się perfumami nagle usłyszałam głos mojej mamy, która mówiła żebym schodziła już na dół.
Byłam przekonana że to ktoś z mojej rodziny, wujek, ciocia, chrzestni czy te sprawy.
Gdy zeszłam na dół i weszłam do kuchni, zobaczyłam tam mamę, tatę, brat no i najważniejszą osobę Justina. Uśmiechnęłam się , a oni mi śpiewali sto lat. Zawstydziłam się i tylko się uśmiechałam. Na stole leżał tort. Zapalone świeczki.Podeszłam zdmuchnęłam je przed tym myśląc życzenie. Pocałowałam mamę i tatę w policzek dziękując im, a Justina już bardziej czule szepcząc mu do ucha " kocham cię". Pokroiłam tort bo mnie poproszono. Siedzieliśmy tak z półgodziny gadając o różnych rzeczach. Ja chciałem już wyjść na spacer z Justinem czy coś, a czas się tak dłużył...

~~~~
przepraszam że tamto opowiadanie było krótkie,ale chciałam cokolwiek dodać żeby nie było. mam nadzieje że te się wam podoba :)
Pytajcie, lajkujcie, dodawajcie do obserwowanych http://ask.fm/WojdyloNikola

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział XI

Po chwili znajdowaliśmy się u niego w samochodzie. Nagle ruszył spoglądając na mnie. Puścił mi promienny uśmiech i jechał przed siebie.
Zajechaliśmy na podjazd tutejszej hali  gdzie odbywały się jego treningi. Pomógł mi wysiąść, zabierając z bagażnika swoją torbę i wprowadził na halę. Posadził  na ławce z której miałam niezły widok na salę.
Gdy miał już odchodzić, nachylił się do mnie i pocałował. Z końca sali było słychać głośne krzyki i gwizdy, ujrzałam jego kolegów. Zawstydziłam się i lekko zaczerwieniłam
-Kochanie spokojnie, nie przejmuj się nimi-wyszeptał i odszedł-Ale i tak pięknie się czerwienić
Uspokoiłam się odliczając sobie do dziesięciu. Nie wiedziałam co mam robić, więc rozglądałam się tu i ówdzie nie wiedząc nic. Po mojej głowie chodził tylko jego pocałunek i jego  wyznania. W głębi mojej duszy rozpierała euforia.

Od strony Justina:

Odchodząc od niej byłem taki szczęśliwy jak nigdy dotąd. Ona sprawiła że jestem szczęśliwy, zapomniałem o tamte poprzedniej i mogłem w pełni czerpać  z życia. Potrzebowałem jej strasznie, do dalszego funkcjonowania.
Przywitałem się z kolegami, po chwili usłyszałem od któregoś z nich
-Oh, ale dupe wyrwałeś!
-I co przeleciałeś już ją?
-Pewnie już to nie raz robiliście
-Dobra w łóżku jest?
Myślałem że wszystkich tam rozwalę, bo Nicol nie była taka jak inne, nie chciała wykorzystać mojej popularności czy czegoś tam. Ona była wyjątkowa. Też nie chciałem jej w jakikolwiek sposób wykorzystać.
-Możecie kurwa w końcu zamknąć te mordy? Ona nie jest taka jak inne? Ona po prostu jest wspaniała, jak poznacie ją to zrozumiecie, ale wypraszam sobie takie odzywki.-powiedziałem ze złością
-Ej no stary nie poznajemy Cię, zmieniła Cię chyba. Wcześniej chciałeś tylko każdą przelecieć lub coś.-odparł Christian, mój bardzo dobry kumpel
-No na razie znam ją od nie dawna, ale czuję jakbym wieczność. Ale jej mi brakowało.
Chyba się zdziwili moim mówienie, ale w sumie miałem głęboko gdzieś.
Poszliśmy do szatni gdzie się przebraliśmy i wyszliśmy na halę, trener już na nas czekał, zaczęliśmy trening, i co jakiś czas spoglądałem na Nicol, która dawała mi tyle energii. Puszczałem jej oczka i się uśmiechałem. Była taka piękna że nie  wiedziałem czemu jej wcześniej nie widziałem.
Gdy skończył się trening, poszliśmy pod prysznic i znowu słyszałem 8731658135718371598735 pytań.
Końca nie było, ale szybko się ubrałem, po czym poszedłem zabrać Nicol do samochodu.
Wyszliśmy z hali i skierowaliśmy się ku samochodu, gdy nagle złapali moi koledzy nas.
-To powiedz mi czy w takim razie to jest twoja dziewczyna?
Naszła głupia sytuacja, bo oficjalnie nie byliśmy parą, ale szybko odpowiedziałem
-Tak
Nicol, chyba nie była zła, ale się uśmiechnęła i odwiozłem ją do domu.

~~~~
Eh, no ten przperaszam że wczoraj nie dodałam, bo byłam strasznie zmęczona podróżą.
Pytajcie, lajkujcie, dodawajcie do obserwowanych http://ask.fm/WojdyloNikola

czwartek, 18 kwietnia 2013

Rozdział X

Spodziewałam się jakiegoś pukania do drzwi, lecz zaważyłam że ktoś puka do mojego okna. Był to Bieber, prosił mnie żeby otworzyła mu okno. Zrobiłam to po dłuższej chwili, ponieważ z tą nogą, wszystko robiłam wolniej. Gdy do mojego pokoju wpłynęło chłodne powietrze, gdyż był chłodniej niż zwykle, nagle poczułam jego zimne ręce na mojej szyi. Później czułam tylk jego usta na moich. Zjechał coraz niżej i niżej jakby czegoś oczekiwał ode mnie. Odsunęłam go lekko od siebie patrząc na niego ze zdziwieniem
-Chyba nie chcesz żeby do czegoś doszło.
-To znaczy że  nie chcesz? Aha rozumiem
Chyba go zdenerwowałam, ale musiałam zachować spokój
-Ale nie denerwuj się, po prostu zdziwiłam się i powiedziałam co myślę-przejechałam po jego umięśnionej klatce piersiowej
-Tak rozumiem, to może najlepiej nie będziemy się widywać?-podniósł na mnie głos
-Ej hola, bez tego tonu dobrze?
-Będziesz mi rozkazywać jeszcze. Suka-mruknął
-Co ty powiedziałeś?-byłam strasznie wkurzona
-Suka, a coś Ci się nie podoba?
-Wiesz co możesz już stąd spierdalać najlepiej-nie chciałam już na niego patrzyć- To że możesz do swoich dziwek tak odzywać. To że nie chce się z tobą przespać, to.. Doba nie chce już Cię widzieć.
Odwróciłam się do niego, byłam tak strasznie wkurzona, że nie mogłam po prostu na niego patrzeć. Nagle poczułam lekkie pocałunki na mojej szyi.
-Bieber, daruj sobie
-Oh Nicol-odparł to bardzo kusząco-Wybacz mi, czasmi nie potrafię się opanować i mówię różne głupoty. Nie chciałem tego powiedzieć. To nie powinno mieć miejsca. Często mówię za szybko, zanim jeszcze nad tym pomyśle. No wybacz
Jego pocałunki na mojej szyi, były niesamowite. Zaczął lekko ssać moją szyję, jeżdżąc ciągle wzdłuż mojej talii 
-Oh Justin te twoje pocałunki są takie, takie...-nie zdążyłam dokończyć
-Wspaniałe?-odparł, na chwilkę tylko przerywając te pocałunki
-Dokładnie!
-Ale uwierz mi, nie takie wspaniałe jak ty-uśmiechnął się do mnie i spoglądając mi głęboko w oczy.-A więc już wszystko w porządku? Obiecuję że już taka sytuacja nie nastąpi.-odparł

-No dobrze, tym razem Ci wybaczę
Poprawił mój kosmyk włosów, który się zsunął na moje czoło. 

Zaczął jeździć swoim kciukiem, uspokajając mnie zupełni, musnął w usta.
-Słońce, mogę być zupełnie z tobą szczery? Ale nie wyśmiejesz mnie?-powiedział to bardzo poważnie
Nie wiedziałam czego się spodziewać, czy mam się bać czy nie.
-Jasne-powiedziałam nie pewnie
-No bo już od chyba 3 dni chodzi we mnie uczucie, jest takie dziwne, ale skierowane ku Tobie. Gdy Cię widzę moje serce zaczyna szybciej bić, uwielbiam się z tobą spotykać, chciałam ci powiedzieć-słyszałam jego niepewność w głosie -kocham cię...-te ostatnie dwa magiczne słowa wyszeptał- Ja wiem może to wszystko za szybko się zrobiło, ale uwierz, jeżeli kocham to szczerze.-opuścił swoją głowę
-Ale nie martw się kochanie-podniosłam go za jego podbródek-Ja ciebie też kocham-wyszeptałam mu do ucha po czym pocałowałam go 
On nasz pocałunek zamienił w istny raj. Siedzieliśmy jeszcze razem tak pół godziny, gdy on nagle odparł
-Chodź kochanie zabiorę cię na swój trening.
Chyba nie miałam nic do gadania...


~~~~
podoba się ?

http://ask.fm/WojdyloNikola pytajcie mnie :C


edit
kolejny rozdział pojawi się w poniedziałek ponieważ wyjeżdżam na cały weekend a dzisiaj już nie miałam czasu żeby coś napisać, przepraszam za problemy <3

środa, 17 kwietnia 2013

Rozdział IX

Wcisnęłam się bardzo mocno w jego klatkę piersiową i łzy mi leciały. Nie wiedziałam co zrobić, objęłam go przejeżdżając paznokciami po jego plecach. On wziął moją twarz w swoje ręce i skierował ku sobie, patrząc mi głęboko w oczy
-Zrozum, nie pozwolę aby ktokolwiek Cię skrzywdził. Nie musisz się nimi przejmować.-szepnął
Oblizałam swoje suche usta
-Ale przeze mnie możesz stracić to wszystko co do tej pory masz. Nie chce żebyś później miał do mnie pretensji o to-łza mi spływała po policzku
-Nie będę miał o to pretensji. Jedyne jakie pretensje będę mógł mieć do siebie to, to że Ciebie straciłem. Nie obchodzi mnie czy stracę to wszystko, po prostu chce być szczęśliwy.Uspokój się kochanie-przytulił mnie do swojej klatki piersiowej,przejeżdżając po moich włosach swoją ręką 
Już nie chciałam nic mówić, musiałam się uspokoić, chociaż nie był to łatwe. Nagle usłyszałam szept
-Ale jak płaczesz wyglądasz bardzo słodko, naprawdę-odsunął głowę od siebie i poprawiając mój kosmyk włosów za ucho uśmiechnął się-już wszystko w porządku? 
Pokiwałam głową twierdzącą wymuszając z siebie uśmiech.
Przytuliłam się jeszcze raz do niego, tym razem mocniej. Gdy się do niego przytulałam, czułam się bezpiecznie i zapominałam o wszystkim
Spojrzał się na mnie tymi brązowymi oczami
-Pozwól że Cię jeszcze bardziej uspokoję-nachylając się, wyszeptał mi to do ucha
Naglę objął moją twarz swoje niewielkie ręce i zanim się obejrzałam nasze wargi się złączyły. Droczył się ze mną przez chwilę, swoją jedną ręką zjechał do szyi smyrając mnie, ale nie przerywając naszego pocałunku. 
Gdy chciałam oblizać swoje wargi, jego język wkroczył w moje usta i zaczął się pieścić z moim. Chwilę to trwało. On w tym samym czasie zjechał drugą ręką do mojej talii. 
Swoje pocałunki przeniósł na moją szyję, delikatnie muskając swoimi zębami. Ssąc ją lekko, zrobił mi niewielką malinkę.
-Oh Bieber-mruknęłam
On nie przestał nawet na chwilę, jakby wiedział jak mnie uspokoić. Uśmiechałam się, a po moich łzach nie było śladu.
Położył mnie na łóżku a nachylając się nade mną podpierając się łokciami, uśmiechał się co chwile do mnie aż w końcu powiedział
-To jak, nie skończymy tej znajomości?-spojrzał na mnie
Wywracałam lekko oczami, przygryzłam wargę i nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
-Chyba raczej nie, przekonałeś mnie do tego-zagryzłam górną wargę po chwili oblizując ją
Uśmiechnął się do mnie tak uroczo

-Dobra położę Cię spać, ale bez płakania mi już nigdy więcej dobrze?
-Okej, ale nie zostawisz mnie  dopóki nie zasnę?Obiecujesz?-wyszeptałam mu do ucha 
-Obiecuję-odparł
Nie wiem nawet dokładnie kiedy zasnęłam, wiem tylko że jak rano wstałam nie było go. 
Sięgnęłam po swój telefon by sprawdzić która była godzina. zauważyłam tylko SMS od Justina 
Od: Justin:)

Słodko śpisz:* Tęsknie już :c
Jeden SMS a może tak ucieszyć. Szybko mu odpisałam.

Do: Justin:)

Też tęsknie, może wpadniesz dzisiaj do mnie po szkole?

Od: Justin:)

Mogę wpaść na chwilę bo dzisiaj mam trening
W sumie cieszyła mnie nawet chwila z nim, ważne żeby był przy mnie.
Do: Justin:)

Dobrze to będę na Ciebie czekać.
No i od tej chwili już liczyłam godziny, minuty, sekundy kiedy on do mnie przyjdzie. Był moim dobrym przyjacielem, a czułam coś więcej chyba. Może to dziwne że jesteśmy przyjaciółmi a się całujemy i tym podobnym. Nie wiem czemu tak jest, ale wydaje mi się to jest takie normalne. Bo w sumie nigdy w życiu nie miałam takiego prawdziwego przyjaciela, a on mi nie wyznał miłości więc nie mogło być niczego więcej, a to że się całowaliśmy to chyba nic złego...

~~~
i jak wam się to wszystko podoba? chce znać waszą opinie:D

Rozdził VIII

Ledwo co doszłam na górę, byłam bardzo zmęczona. Ten dzień był magiczny, chyba zostanie w mojej pamięci na bardzo,bardzo długo. 

Oznajmiłam mamię, zanim weszłam na górę, że już nie będę chodzić do szkoły, dopóki mi tego nie zdejmą z nogi.
Położyłam się na łóżku, a słoneczko strasznie grzało, taką pogodę lubiłam. Otworzyłam trochę okno, żeby wpuścić  świeżego powietrza. Wzięłam swojego laptopa do ręki i włączyłam go. Zalogowałam się na facebooku, i widziałam tylko te okropne komentarze i wpisy na mój temat. " Nicol Terry ty szmato, jak mogłaś zabrać na Justina ", " Nicol Terry nigdy Ci tego nie wybaczę" "Nicol nie pojawiaj się już lepiej w szkole", i tak jakby część mnie umarła. Nie spodziewałam się tego że tak wszyscy mnie znienawidzą, nigdy mnie nie znali, nie patrzyli się na mnie a tu teraz nagle takie coś. Chciałam rzucić się do telefonu i napisać to wszystko Justinowi, wyżalić mu się, ale stwierdziłam że nie. Lepiej będzie jak w ogóle zerwę z nim kontakt, to chyba będzie najlepsze rozwiązanie.
Nie chciałam mu tego  napisać wprost , czy w ogóle mu to pisać. Po prostu nie chciałam mieć z nim kontaktów, nie odpisywałam na jego SMS, nie odbierałam jego telefonów, nie wchodziłam na laptopa żeby z nim nie pisać. Chciałam zupełnie o nim zapomnieć. Mojej mamię powiedziałam żeby mówiła wszystkim że mnie w domu nie ma.
Minął dzień, dwa. Nieprzespane noce, przepłakane dni, ale go najwidoczniej zapomniał o mnie już. Co się dziwić, wolał dziewczyny z "wyższej półki" niż taką mnie. I znowu go znienawidziłam, znowu uważałam go za "lovelasa", chociaż nie powinnam bo w końcu poznałam z innej strony. Już raz popełniłam ten błąd ale za bardzo mnie nie przejmowałam się tym tak samo jak on mną.
Czekała mnie kolejna nieprzespana noc, pewnie ja też przepłaczę, ale tak cholernie zależało mi na nim, chociaż znałam go niespełna tydzień. Poznałam tą jego lepszą cześć, był taki idealny z tej strony, ale znowu go  znienawidziłam. Uchyliłam lekko okno, bo słabo się czułam i potrzebowałam świeżego powietrza. Położyłam się na boku i kolejną noc miałam o tym wszystkim myśleć.  
Było chyba po 23 byłam cała zaryczana, na szczęście się nie pomalowałam bo bym wyglądała jak żona frankensteina. Skuliłam się i przyłożyłam swoje dłonie do twarzy, byłam taka bezsilna. Nie wiedziałam co zrobić.
Nagle poczułam czyjeś kroki, uniosłam lekko głowę i ujrzałam jego. Naprawdę nie miałam ochoty, żeby na niego patrzeć.
- Co ty tutaj robisz?-powiedziałam ze zdenerwowaniem
-Ej spokojnie tak? Przyszedłem Cię odwiedzić, nie odbierasz moich telefonów, nie ma cię na żadnym portalu, na SMS też nie odpisujesz. Myślałem że się stało coś z tobą-odparł
-Super, widzisz że wszystko ze mną w porządku więc możesz już sobie iść
-Co ty taka zła?-przejechał swoją zimną dłonią po moich plecach 
Nagle usiadłam, cała zapłakana i spojrzałam się w jego piękne brązowe oczy. Byłam cała zdenerwowana
-Nie dotykaj mnie! Rozumiesz? Nie wiesz o co mi chodzi? Twoje koleżaneczki mi grożą że mi krzywdę zrobią. Nie możemy się spotykać. Chce spokojnie żyć, jak do tamtej pory gdy się nie znaliśmy. Bo chyba najwidoczniej twoim znajomym się to nie podoba, a nie chce żebyś miał przeze mnie kłopoty czy nie wiadomo co-odparłam a na końcu się popłakałam
-Zrozum to co inni mówią to nie zmienia tego co do Ciebie czuję. Nieważne co by inni mówili, ja nie zmieni tego uczucia, a jeżeli oni chcieliby ci cokolwiek zrobić nie dopuściłbym do tego nigdy!-odparł to smyrając mnie po policzku- Wiesz co? Nie byłam wczoraj wstanie grać, bo brakowało mi Ciebie tak cholernie. Tak zależy mi na Tobie, bo jesteś inna niż każda dziewczyna którą znam i to czyni Cię wyjątkową.-odparł obejmując moją twarz w swoje ręce i wycierając mi łzy
Zamknęłam oczy, byłam na tyle bezsilna że przytuliłam się do jego klatki piersiowej i nie wiedziałam co robić dalej. Jego słowa były takie prawdziwe więc chyba  ze mnie nie żartował...
Bezsilność to jedyna cecha jaka mnie teraz ogarniała....

~~~
jak wam się podoba?Jak myślicie jak potoczy się dalej? zaryzykuję żeby z nim się spotykać czy nie? :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział VII

Zabrał mnie on na niewielką polanę. Było jedno wielkie drzewo. Chyba klon, ale nie znam się na tym. Znajdowała się pod nim niewielka ławeczka na której usiedliśmy. On usiadł naprzeciwko mnie. Uśmiechał się ciągle do mnie, puszczał oczka. Rozmawialiśmy ze sobą, było bardzo przyjemnie. Po chwili dowiedział się że na brzuchu mam łaskotki. Nie było końca gdy wiedział o moim tajemnym miejscu. Zaczęłam go bić po ramieniu, klatce piersiowe, ale go jakby wcale nie ruszało. Nie dziwie się, jak miał wszystko tak umięśnione. Zaczęliśmy się wygłupiać jak jakieś małe dzieci.
-Ej masz może jakiś długopis czy coś? Pozwól że sobie sprawdzę.-sięgnął do mojej torby wyjął mój piórnik, a z niego marker
Trudno nie było się domyślić po co mu był potrzebny. Na moim gipsie napisał „szybko mi zdrowiej kochanie”. Gdy to przeczytałam, zaśmiałam się przesyłając mu uśmiech, chociaż jego i tak był lepszy, o wiele...
Nagle on zaczął czegoś szukać w sowim plecaku. Wyciągnął jakąś białą kartkę na której było coś napisane.
-No bo mam do Ciebie taką prośbę, bo napisałem tekst, i może go przeanalizujesz?-podał mi kartkę.
Była ona złożona, więc rozłożyłam ją i wczytując się w tekst. Było tam napisane „Żyjemy pod presją. Siedem miliardów ludzi próbuje zmieścić się na tym świecie. Wytrzymamy to razem, Uśmiech na twej twarzy choć twe serce się smuci. Ale hej teraz,wiesz,dziewczyno. Oboje wiemy ,że ten świat jest okrutny. Ale ja wykorzystam moją szanse. Tak jak długo mnie kochasz. Możemy głodować. Możemy być bezdomni. Możemy być spłukani. Tak jak długo mnie kochasz. Będę Twoją platyną. Będę twoim srebrem. Będę Twoim złotem”* Tekst był niesamowity! Nie spodziewałam się po nim że piszę tak romantycznie, z takim uczuciem, że w ogóle komponuję. Normalnie nie mogłam, się oderwać od tekstu. Uśmiechałam się, a gdy skończyłam czytać, podałam mu kartkę
-Ten tekst jest fantastyczny, słowa dobrze dobrane. Nie spodziewałam się po Tobie zresztą ciągle, poznaje coś nowego u Ciebie, jak ciągle zresztą. A ten tekst kiedy napisałeś i o kim?-spojrzałam na niego.
-No napisałem go wczoraj przed naszym obiadem. Nudziło mi się, a od czasu do czasu coś komponuję, nawet nie wiesz ile tego mam w domu, przeważnie o miłości. A o kim to jest? O pewnej dziewczynie którą niedawno poznałem, nie wiem jak jej wyznać miłość, więc napisałem po prostu tą piosenkę.-uśmiechnął się do mnie składają kartkę i wkładając do kieszeni- Ale Ci się podoba?
Zastanawiałam się do jakiej dziewczyny to pisał. Chyba obudziła się we mnie zazdrość jak nigdy. Nagle się ocknęłam
-Oczywiście że tak, jest naprawdę bardzo dobra, jak i nie lepiej
-To dobrze, bo w sumie zależało mi na twojej opinii-odparł, po czym spojrzał na telefon, sprawdzając która jest godzina-Oj dobra, chodź już musimy iść na lekcję już
Nagle on przysunął się do mnie i nasze czoła się złączyła. Wynikła z tego niezręczna sytuacja, on chyba chciał mnie pocałować, ale ja szybko się odsunęłam i dałam mu znak że nie chce. Nie byłam po prostu na to gotowa. Zauważyłam że chyba przykro mu się zrobiło. Nie wiedziałam co zrobić, ale pomógł mi wstać i odprowadził mnie pod salę, którą miałam lekcję.
Podziękowałam mu i weszłam na salę gimnastyczną bo akurat miałam wf, nie mogłam nic robić, więc siedziałam na telefonie i napisałam do Justina SMS'a
Do: Justin:)
Chyba po wf pójdę do domu, bo strasznie mnie noga boli. Będę musiała zadzwonić po mamę, ale nie wiem czy ma teraz wolną chwilę. Nienawidzę mieć tej nogi w tym cholernie gipsie, z chęcią bym już ściągnęłam, bo dla mnie wszystko jest okej.
Od: Justin:)
Ej to przecież ja cię odwiozę do domu, nie ma sprawy, dla mnie to przecież żaden kłopot.
I po chwili ujrzałam jak idzie przez salę wprost do mnie. Wszystkie dziewczyny zaczęły się przed nim popisywać, ale gdy zauważyły że on wcale nie zwraca na nie uwagi i że wita się ze mną, były strasznie wkurzone. Przytuliłam się z nim na przywitanie, zresztą kolejny raz już dzisiaj. Pomógł mi dojść do jego samochodu, ale jeszcze przed tym porozmawiał z moim panem od wf, żeby mógł mnie puścić. Wsiadłam na miejsce pasażera i uśmiechnęłam się do niego
-Dziękuję ci za dzisiaj , za wszystko zresztą. Nie wiem jak ty możesz ze mną tak wytrzymywać, przecież ja cię wymęczę. Będę musiała kiedyś ci to wynagrodzić.
-Hahahaha, co ty gadasz dziewczyno, przecież tak jakby ja złamałem twoją nogę, bo cię śledziłem, jestem ci to winien.-uśmiechnął się i odpalił ruszając – ale jeżeli mi jakoś wynagrodzisz, nie obraże się.
Był taki skoncentrowany na drodze, że nie chciałam w sumie mu przerywać, ale w końcu musiałam skończyć z tą ciszę
-A tak poza tym co robisz gdy nie jesteś ze mną?-spojrzałam w jego stronę
-Ja?-spytał-raczej nic ciekawego, chodzę na treningi kosza, piszę teksty do różnych swoich piosenek, dużo myślę...- na tym zakończył swoją wypowiedź.
-Mam nadzieje, że kiedyś mnie zaprosisz na mecz, bo chciałbym zobaczyć jak grasz, bo nigdy się tak nad tym nie skupiałam.-zaśmiałam się bo nie liczyłam że weźmie to na poważnie
-W sumie chciałem Cię zaprosić na jutrzejszy mecz, ale mnie wyprzedziłaś.-uśmiechnął się nie spoglądając na mnie.
-No widzisz, ja taka już po prostu jestem, że wiem wszystko to co każdy chce robić.
Nagle podjechaliśmy pod mój domu, zatrzymał samochód i spojrzał na mnie.
-A teraz wiesz co mam zamiar zrobić?-spojrzał na mnie i przysunął się do mnie
Wiedziałam co miał na myśli, ale nie mogłam zepsuć tego momentu, już i tak raz to zrobiłam, ale teraz byłam pewna że chce to zrobić.
-Chyba wiem-wyszeptałam i po chwili nasze wargi się złączyły. Troszeczkę się z nim droczyłam, ale po chwili nasze języki się spotkały, zaczęłam mu puścić podniebienie, a on odgarnął mój kosmyk włosów za ucho i jeździł swoim kciukiem po moim zarumienionym policzku
Moje serce krzyczało wręcz „Nie przestawaj, tak cholernie mi się to podoba”. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Po dłuższej chwili, oderwaliśmy się od siebie. Uśmiechnął się jak zwykle do mnie, ja byłam bardzo zaskoczona, że to tak wszystko wyszło.
-Nie mów mi że ci się nie podobało-odparł
-Nie, bardzo mi się podobało.-przysunęłam się do jego ucha i wyszeptałam
-Tak więc chodź oprowadzę Cię do domu już.
Pomógł mi wyjść z samochodu i odprowadził pod drzwi. Zadzwonił dzwonkiem, a drzwi otworzyła moja mama, dziękując mu i mówiąc jakim jest wspaniałym chłopakiem. Po chwili, odszedł, a ja widziałam tylko jak odjeżdża i już cholernie za nim tęskniłam...

*tekst wzięłam z piosenki „As long as you love me” tylko że po polsku i kawałek. Ona też nie jest znana ponieważ on tutaj nie jest sławny:)

~~~~~
No to ten, mam nadzieje że wam się podoba rozdział. Jestem chora, tak miło wiem. Będę coś pisać, przez ten czas coś;p

Rozdział VI

Rozdział VI
Jego wspaniały uśmiech, któremu mogłoby mu zazdrościć wiele chłopaków wciąż widniał gdzieś w mojej pamięci. To jak na mnie patrzał, uśmiechał, jak zatroszczył się o mnie. On był zupełni inny niż mówiono w plotkach. Leżałam do 15 na łóżku, słuchając muzyki i myśląc o nim. Nagle poczułam wibracje na łóżku. Odblokowując telefon zobaczyłam że dostałam SMS od Justina.
Od: Justin:)
Nie wiem w co mam się ubrać. Może coś mi doradzisz?
Rozbawiło mnie to troszkę, bo on się mnie pytał w co ma się ubrać. Jakbym była jego mamą. Postanowiłam sobie zażartować.
Do: Justin:)
Wiesz co najlepiej w ubrania, ale nic nie zaprzeczę jak przyjdziesz nago #LOL hahhah :D
Na odpowiedź nie musiałam długo czekać.
Od: Justin:)
Ja wiem że chciałabyś mnie zobaczyć gołego, ale będę się krępować przy twojej mamię, twój tata będzie zazdrosny za pewnie. Nie chcę aż tak ryzykować:D
Jak zwykle za wysoka samoocena, ale lubiłam go i to bardzo
Do: Justin:)
Ah no tak, masz w pełni rację. To może przyjdź tak jakoś elegancko? :)
Od: Justin:)
Okej, postaram w coś się ubrać eleganckiego, może nie zaliczę klapy. Buziaki:*
Już mu nie odpisałam, bo musiałam się zacząć szykować. Postanowiłam ubrać spódnice, do środka włożyć koszulę i jedną balerine. Ubrałam swój naszyjnik od taty, który dostałam na 14 urodziny. Siedząc przed moim małym kącikiem, wpatrując się w lustro, pomalowałam się jak zwykle. Do tego pokręciłam włosy, puszczając sobie sama do siebie uśmiechy. Byłam cała w skowronkach. Nagle nie spodziewanie usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek zobaczyłam że to już piąta. Wstałam szybko przemieszczając się o kulach na hol,. Już słyszałam moją mamę z dołu.
-Kochanie chodź szybko, już przyszedł nasz gość.-zawołała
-Wiesz co mamo, jakimś dziwnym cudem, nie mogę szybko schodzić-powiedziałam to ironicznie
Schodziłam bardzo wolno po schodach, a gdy zauważyłam że wszyscy na mnie się patrzą, na mojej twarzy wyskoczyły rumieńce, bo tak bardzo nie lubiłam kiedy wszyscy na mnie patrzyli. Byłam w niezręcznej sytuacji . Gdy doszłam na dół uśmiechnęłam się do Justina
-Kochanie jak ty pięknie wyglądasz, pewnie dla Justina się tak ubrałaś-zaśmiała się i pomogła mi zejść z ostatniego schodka
-MAMO!-warknęłam -A ty co tak na mnie patrzysz? Nie widziałeś nigdy kaleki?-spojrzałam się na Justina i zaśmiałam się
-Nie chodzi o twoją nogę, nawet jej nie zauważyłem. Chciałem ci powiedzieć że pięknie wyglądasz.-odgarnął mój kosmyk włosów z czoła za ucho
-Przesadzasz!-zaczerwieniłam się
-Ah no tak! Już dałem twojej mamię, a to dla Ciebie.-Pokazał mi piękny bukiet kwiatów
-Ojej jakie śliczne, jeżeli mógłbyś, odłóż je w kuchni, bo nie mogę wziąć-uśmiechnęłam się
Poszedł do kuchni i odłożył kwiaty, w ty momencie ja spokojnie doszłam do stołu i usiadłam, obok mnie siedział Justin i mój brat John, a naprzeciwko nas moi rodzice. Przez chwile była taka niezręczna cisza. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Ale gdy moja mama się rozgadała nie było końca. Ja spokojnie zjadłam, nie udzielając się zbytnio w rozmowie. Gdy nadeszło koniec spotkania, Justin postanowił mnie odprowadzić na górę. Było to bardzo miłe z jego strony. Weszliśmy do mojego pokoju, od razu usiadłam na łóżku, byłam trochę zmęczona.
-Mam nadzieje że się nie zniechęciłeś przez moją mamę czy coś.-zaśmiałam się
-Nie było fantastycznie, naprawdę, podobało mi się!-powiedział to całkiem szczerze
-To możemy to powtórzyć kiedyś-uśmiechnęłam się-To będziesz się już zbierać czy jak?
-Tak raczej tak, mam nadzieje że dasz sobie radę, w razie czego pisz do mnie-podszedł do mnie i przytulając mnie na pożegnanie, wyszedł.
Tak bardzo nie chciałam żeby wychodził. Chciałam już krzyknąć "zostań", ale nie mogłam, przecież musiał wrócić do siebie do domu, też ma rodzinę jeszcze jutro szkoła. Poszłam zmazać cały makijaż, umyłam jakimś cudem włosy, związałam je w kok i przebrałam w pidżame.
Położyłam się na łóżku. Wpatrywałam się w bezchmurne niebo, gdzie były same gwiazdy i pełnia księżyca. Nie wiedziałam co robić więc napisałam do Justina
Do: Justin:)
Co robisz? Ja właśnie patrze w niebo, na te wszystkie gwiazdy i myślę o tym wszystkim co przytrafiło nam się w ciągu 24 godzin.
Nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam, ale ciekawszej rzeczy nie miałam do roboty. Nagle poczułam wibrację i rzuciłam się do telefonu jak nigdy.
Od: Justin:)
Ja właśnie się umyłem i przebrałem. No ja też myślałem, ale w sumie się cieszę że tak wszystko tak wyszło. Patrze w gwiazdy tak jak ty, widzisz mały i wielki wóz?
Do: Justina:)
Właśnie widzę, w sumie tak mi teraz smutno, nudzi mi się. Brakuję mi teraz z kogoś z kim mogłabym porozmawiać.
Nie doczekałam się na odpowiedź. Może jakoś go zdenerwowałam, albo zasnął? No nic, patrzałam nadal w gwiazdy i rozmyślałam, gdy nagle znajoma mi twarz wyskoczyła przed oczyma. Zapukała do okna i poprosiła żeby otworzyła. To był Justin. Podniosłam się i otworzyłam okno, on przez nie wszedł i się uśmiechnął.
-Justin? Co ty tutaj robisz o tej porze?-szepnęłam
-No mówiłaś że ci kogoś brakuje z kim mogłabyś porozmawiać więc jestem na życzenie-uśmiechnął się
-Głupek, nie wiedziałam że to zrobisz.
-No widzisz, musisz uważać na słowa. Bo jeszcze powiesz coś czego później będziesz mogła żałować. Ale nie no spokojnie, jestem tylko na twoje rozkazy.-wyszeptał
-Ale to nie był nawet rozkaz, po prostu tak ci napisałam.-zaśmiałam się bardzo cicho-Niepotrzebnie cię narażałam żebyś przyjechał tutaj nocą, przecież mogło ci się coś stać!
-Przestań gadać głupoty! Zapomniałaś że jestem sam Justin Bieber, i mi nic złego nie może się stać? Ewentualnie komuś innemu może się stać, ale o mnie zupełnie nie musisz się martwić.
-Głupek, ale dobra kładź się koło mnie.-poklepałam wolne miejsce
-Jutro pomogę ci się zabrać do szkoły. Więc spokojnie-uśmiechnął się
-To wiesz co jeszcze dla mnie zrób? Idź zamknij drzwi na klucz żeby moja mam nie wpadła do pokoju.-szepnęłam
Justin wstał i zamknął drzwi,po czym położył się koło mnie i rozmawialiśmy do późna. Gdy już powiedziałam że idę spać, przez chwilę udawałam że śpię, ale tak naprawdę nie mogłam zasnąć. Poczułam jego usta, całujące mnie w czoło i mówiące „Dobranoc kruszynką”. Uśmiechnęłam się i zasnęłam.
Nagle usłyszałam szeptanie do mojego ucha, ten niziutki głos. Ciągle mówił „Nicol, Nicol wstawaj niedługo do szkoły, zaraz twoja mama przyjdzie.” Więc szybko zerwałam się z łóżka i rozejrzałam się po pokoju, zauważyłam tylko Justina.
-Spokojnie to tylko ja, chciałem cię obudzić żebyś zdążyła i w ogóle- powiedział siedząc koło mnie
-Oh dziękuję ci bardzo.- wysłałam mu promienny uśmiech- Teraz czeka mnie zadanie, ale poproszę Ciebie o to. Podasz mi tą bordową koszulę, do tego te kremowe jeansy?-spojrzałam na niego
Na odpowiedź nie musiałam w ogóle czekać, bo Justin od razu mi wszystko podał, po czym pomógł mi wejść do łazienki. Po drodze jeszcze wyjęłam czystą bieliznę. Gdy już ubrałam wszystko Justina nie było w pokoju. Schodząc powoli po schodach oznajmiłam mamię że nie jem dzisiaj śniadania i że Justin mnie podwiezie do szkoły. Wyszłam przed dom, widziałam już jego brązowe oczy siedzące w aucie, ale było inne niż tamtej nocy co złamałam sobie nogę.
Wyszedł po mnie, pomagając mi wejść do samochodu. Siedząc już w środku spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam
-Myślałam że się mnie wystraszyłeś, bo tak uciekłeś nic nie mówiąc, ale później sobie przypomniałam, że pewnie do samochodu już poszłeś.
-No to dobrze że tak pomyślałaś, a więc gotowa na pierwszy dzień z nogą w gipsie ?-uśmiechnął się do mnie
-Gotowa!-oznajmiłam
Nagle ruszył i pojechaliśmy do szkoły, gdy podjeżdżaliśmy na parking, wszyscy się na nas dziwnie patrzyli, a w szczególności grono Biebera.
Pomógł mi wysiąść z auta, po czym ja stanęłam lekko na palcach u jednej nogi, żeby mu wyszeptać.
-Czemu oni wszyscy się tak na nas dziwnie patrzą? Coś im zrobiłam?-szepnęłam
-Nie przejmuj się nimi, oni tak zawsze. Pewnie pomyślą sobie że jesteś moją nową dziewczyną, więc się nie zdziw.-powiedział to wszystko z takim spokojem w głosie
Wzruszyłam ramionami. Pomógł mi dojść do mojej szafki. Wykręciłam kod, wyciągnęłam na dziś potrzebne mi książki, pakując je do torby. Justin wszystko czujnie obserwował.
-To jaką masz pierwszą lekcję? To cię odprowadzę-odparł
-Historię-powiedziałam
Udaliśmy się do sali nr 374 gdzie miałam mieć właśnie lekcję. Idąc z Bieber'em przez korytarz wszyscy nas obserwowali, rozmawiali o nas. Coś czego tak bardzo nienawidziłam. Gdy odprowadził mnie do sali akurat był dzwonek. Pożegnałam się z nim.
Wchodząc do sali, myślałam że już się dzisiaj z nim nie spotkam, że już będzie ciągle w swoim gronie. Ale się zdziwiłam kiedy przyszedł po mnie na przerwie lunch'owej.
-Cześć! Co ty na to żebym gdzieś cię zabrał?-spojrzał na mnie i się uśmiechnął
-No zależy gdzie?-odparłam
-No tutaj niedaleko, pokażę ci wspaniałe miejsce w tej szkole-puścił mu prawe oko
-Niech Ci będzie! Ale pamiętaj że nie mogę się przemęczać. W razie co będziesz mnie niósł na rękach-zaśmiałam się.
Skierowaliśmy się ku jakiemuś ładnemu parkowi. Gdzie wszystko zakwitało, było zielono. Byłam ciekawa gdzie ma zamiar mnie zabrać.


~~~
podoba się? napisałam więcej, mam nadzieje że się podoba<3

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozdział V

-Nigdzie nie wychodzę, poczekam tutaj z tobą aż twoi rodzice nie przyjdą-odparł.
Nie miałam nic do gadania, bo nawet nie chciał mnie słuchać. Usiadł koło mnie na łóżku. Odwróciłam się do niego plecami, żeby nie patrzeć na niego. 
-Ej laska, powiedz mi o co Ci chodzi?Nie lubisz mnie czy jak?Przecież nic Ci nie zrobiłem.-powiedział to ze zdziwieniem
Gdy usłyszałam "Ej laska" to myślałam że wybuchnę.
-Wiesz dlaczego Cię tak nienawidzę?-Odwróciłam się w jego stronę -Ponieważ jesteś pieprzonym "lovelasem", myślisz że możesz wszystko a tak wcale nie jest. Jesteś za pewny siebie. Zdziwiłeś się że każda laska Ciebie nie uwielbia? No widzisz.-powiedziałam to wszystko ze złością
W jego oczach zauważyłam złość, ale też żal, głęboki żal do mnie że tak powiedziałam
-Zajebiście że tak o mnie myślisz. Nawet nie wiesz jakie mam na prawdę życie. To że wszystkie dziewczyny na mnie lecą to nie znaczy że jest wszystko okej. Nie wiesz tego że nie mogę nikomu zaufać, nie mam prawdziwych przyjaciół. To że dużo osób się wokół mnie kręci , to nie mogę im powiedzieć wielu spraw, bo prędzej mnie wyśmieją niż będą chcieli mi pomóc. To że mam dużo kasy , to co? Rodziców w sumie nigdy nie widuję, bo ciągle praca i te sprawy. Więc faktycznie fajnie.-powiedział to ze łzami w oczach- ale wiesz co? Myślałem że w końcu poznałem osobę której mogę zaufać, z którą się dogadywałem. A ty co? Odtrącasz mnie tylko dlatego że wierzyć w jakieś głupie plotki!
Nagle wstał z łóżka i gdy był już przy progu coś mnie ruszyło
-Ej czekaj, chyba cię źle osądziłam. Uwierz, mi też nie jest łatwo też nie mam przyjaciół, jedynie to gadam z bratem, ale on jest za bardzo zafascynowany graniem i w ogóle. Nie mam zaufania do chłopaków, po tym jak miałam swoją pierwszą miłość, chciał mnie po prostu wykorzystać i mnie rzucił. Miałam coś podobnego do Ciebie. Nie zrozum mnie źle, ja czasami mam dosyć swojego pieprzonego życia, dlatego też wchodziłam na ten czat, myślałam że to głupie, dopóki Ciebie poznałam, ej no nie gniewaj się.-ostatnie słowa powiedziałam bardzo cicho ale bardzo naciągając.
Odwrócił się do mnie i całą moją przemowę wysłuchał, po czym podszedł do mnie i usiadł na łóżku. Uśmiechnął się , widziałam że nie jest  zły. Nie że już go lubiłam, ale po prostu zrozumiałam tego chłopaka, wiem co mu leży na sumieniu. Gdy nasze wzroki się spotkały, uśmiechnęłam się do niego 
-Więc już spokojnie, przecież staram się być miły. Rozumiem że możesz mnie nie lubić, ale przecież nie chce żebyś mnie kochała.-odparł tym swoim niskim głosikiem
-Wiesz powinnam Cię przeprosić za to wszystko, za mój stosunek do Ciebie, nie powinnam się tak zachować i tak pochopnie oceniać.-spojrzałam na niego
-Tak więc zgoda?-spojrzał na mnie tymi uroczymi oczami
-Zgoda!-Odparłam, po czym on się do mnie przytulił, uśmiechnęłam się do niego.
Justin zauważył chyba moją MP4 po czym wziął ją i włożył jedną słuchawkę do ucha. Puścił ostatnią odtwarzaną piosenkę. Spojrzał na mnie i pokazał swoje śnieżnobiałe zęby.
-Super muzyki słuchasz-odparł, przerzucając kolejną.
-Ej daj mi jedną słuchawkę-uśmiechnęłam się do niego.
Podał mi słuchawkę, nagle wcisnął się na łóżko. Leżeliśmy opowiadając sobie różne historie i rozmawiając jak starzy przyjaciel. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
Rano gdy się obudziłam, poczułam ciężar na swojej szyi. Otwierając oczy, zobaczyć co się dzieję, zauważyłam że Justin trzyma jedną rękę na mojej szyi, a drugą w moim pasie. Szybko zareagowałam, budząc go.
-Justin, Justin. Wstawaj szybko!-wyszeptałam i poszturchując nim.
On nic. Nawet się nie poruszył.
-JUSTIN! JUŻ WSTAWAJ-powiedziałam głośniej.
Ten otwierając oczy szybko zabrał swoje ręce spadając z łóżka. Wstał z podłogi i się uśmiechnął
-To, ten przepraszam Cię. Nie miało to tak wyglądać, ale przysnęło mi się i tak jakoś mam w nocy że się przytulam do kogoś i takie różne. Przepraszam.-odparł rozbawionym głosem
-Nie no nic nie szkodzi. Która godzina?-zapytałam się go.
-No już jest po 13.
-A moich rodziców jeszcze nie ma?Ciekawe kiedy w ogóle się zjawią. No nic. Dziękuję ci że dotrzymałeś mi towarzystwa, będę musiała ci to jakoś wynagrodzić.-zaczęłam się rozciągać
-Wiesz wystarczy że dasz mi buziaka-zaśmiał się
-Chyba jesteś głupi-rzuciłam go poduszką.
-No przecież wiesz że żartowałam-puścił mi oczko
I nagle usłyszałam że ktoś wchodzi do domu, to moi rodzice byli. Z oddali słychać było czyjeś kroki, pewnie moja mama i to faktycznie była ona. Weszła do pokoju i spojrzała na mnie i Justina. Nagle szybko podbiegła do mnie i zadawała 1076583197951 pytań.
-Kochanie wszystko w porządku? Czemu do nas nie zadzwoniłaś? Dałaś sobie radę? Kim jest ten chłopak? To twoja sympatia?-mówiła bardzo szybko
-Spokojnie mamo, to tylko mój kolega, on mnie tu przywiózł, bo wracając do domu, potknęłam się i złamałam nogę, ale wszystko już w porządku-uśmiechnęłam się do mnie
-Oh to prawda że pomogłeś mojej córce?-skierowała się ku Justinowi
-No tak,-odpowiedział niepewnie. -Zauważyłem że upadła więc musiałem jej pomóc.
-To w takim razie strasznie ci dziękuję i zapraszam cię na dzisiejszy obiad, za który zaraz się zabiorę.- uśmiechnęła się do niego
-Dziękuję bardzo, z miłą chęcią wpadnę!
-To bardzo dobrze, a ty kochanie czegoś potrzebujesz?-Spojrzała na mnie
-Nie, nie mamo, poradzę sobie naprawdę!- powiedziałam a ona wyszła z pokoju
Justin zamknął za nią drzwi i zaczęłam się głośno śmiać
-Tak to cała moja mama
-Nie jest najgorsza, nawet bardzo sympatyczna-uśmiechnął się do mnie-Ty przynajmniej masz kontakt z mamą
No i zrobiło mi się głupio, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Nagle zmieniłam temat.
-Może chcesz się iść odświeżyć do toalety?-Spytałam
-Nie nie, dziękuję, ja pojadę do siebie i wyszykuję jakoś na ten obiad, wasz , wpadnę o piątej. Dasz radę sobie, czy może w czymś ci pomóc?-Spojrzał na mnie 
-Nie no dobra, to ja sobie poradzę, leć już się szykować. W razie czego dzwoń do mnie.
-Okej, to ja już lecę, trzymaj się do zobaczenia.- i wyszedł z pokoju
Słyszałam tylko jak na dole żegna się z moimi rodzicami, a ja zostałam sam, musiałam powoli zacząć się szykować, bo dużo czasu mi to zajmie. Moja mama przyniosła mi ze strychu jakieś kule bym mogła się jakoś poruszać. Ciągle myślałam o kolejnym spotkaniu z Justinem...
~~~
Dziękuję wam za szczere komentarze, dostosuję się do nich, nawet nie wiecie jak mi pomagacie w ten sposób. Jutro nie idę do szkoły więc będę dużo pisać<3 Komentujcie <3

Rozdział IV

W pierwszej chwili spojrzałam na niego z niedowierzaniem, że niby ja z nim pisałam? On był taki miły? Potrafił mi się zwierzyć? Nie wierzyłam w to zupełnie.
Odsunęłam się trochę od niego, bo siedziałam zbyt blisko. Uśmiechnął się do mnie nie wiedząc ze go strasznie nienawidzę. Ten okropny uśmieszek, którego tak bardzo nie lubiłam.
-Kurczę, Niespodziewałem się tego, że to akurat. Minęliśmy się przecież w drzwiach. Nie uważasz że to zabawne?- powiedział to poprawiając między czasie swoją czapkę.
-Hah, faktycznie, bardzo śmieszne. Nie spodziewałam się że to... - nie mogłam dokończyć z niedowierzania
-Że to ja będę?- odparł
-Tak właśnie. Em dobra ja już muszę się zbierać, bo zmęczona jestem- odparłam i wstałam z leżaka na którym siedzieliśmy, gdy nagle poczułam że ktoś mnie chwycił za przedramię i pociągnął w swoją stronę.
-Poczekaj odprowadzę Cię-stanął przede mną
-Nie!Nie potrzebuję twojej pomocy-mruknęłam
-Ale ja nalegam-powiedział bardzo stanowczo ciągle mnie trzymając
-Ale ja na prawdę nie chce i nie mam ochoty-powiedziałam po czym wyrwałam się mu.
Poszłam w stronę lasu. Musiałam tylko przejść przez ten las i już byłam w domu. Było po 3 w noc, więc było bardzo ciemno. Usłyszałam szelest liści, tak jakby ktoś za mną szedł. Nie obracając się do tyłu przyśpieszyłam kroku. Właśnie wtedy odkryłam to, że ja taka silna, i niczego się nie bojąca osoba, jest tak wystraszona, że ledwo co idę. Byłam w połowie drogi, już widziałam ulicę, gdy nagle nie zauważając korzenia wystającego z ziemi, potknęłam się. upadła tak nieszczęśliwie że skręciłam lub co gorsze złamałam nogę. Nie mogłam podnieś się z ziemi. Myślałam że to jakiś koszmar. Nie mogę wstać, do tego ktoś mnie śledzi. Moje serce zaczęło szybciej bić, a ja pocić. Nie wiedziałam co mam robić, nie mogłam zacząć krzyczeć ponieważ i tak by mnie nikt nie usłyszał. Czarna sylwetka coraz szybciej się zbliżała. Myślałam że to już koniec ze mną, pewnie chciała mnie zgwałcić i zabić. Zamknęłam oczy by mieć to wszystko za sobą, gdy nagle usłyszałam ten głos który był mi już znany.
-Wszystko w porządku?
I właśnie w tym momencie ujrzałam te brązowe oczy, pełne radości, pewności siebie i zdałam sobie sprawę że to jest Justin. Nadal go nienawidziłam, ale sama chyba by nie wstała, więc musiałam go poprosić o pomoc, ostaniom rzeczą teraz było żeby z nim w ogólne rozmawiać
-Chyba raczej nie, nie mogę tylko wstać, więc chyba to normalne - ledwo co powiedziałam, ale w głosie nie zabrakło mi ironii.
-No w sumie też głupie pytanie zadaję, widzę że coś jest nie tak z twoją nogą
-Tak troszeczkę, pomógłbyś mi wstać?-spojrzałam na niego do góry.
Schylił się po mnie i wziął mnie na ręce
-Jasne nie ma sprawy, zabiorę cię do szpitala-odparł
Czułam jak jego klatka piersiowa się unosi i odpada, a te silne mięśnie mnie niosły.
-Wiesz co nie musisz się aż tak fatygować, wystarczy że zabierzesz mnie do domu-mruknęłam
-Nie ma mowy! Musi twoją nogę opatrzyć lekarz, nie wygląda mi to za dobrze- powiedział głośniejszym tonem po czym włożyłam mnie na miejsce pasażera obok kierowcy, sam wsiadając za kierownice i odpalając silnik, zawiózł mnie do szpitala.
Ten charakterystyczny zapach szpitala. To coś, czego na prawdę nie lubiłam. W dzieciństwie gdy miałam przyjść na kontrolę do szpitala, to płakałam i robiłam wszystko żeby tu nie przychodzić. Gdy podjechaliśmy na podjazd izby przyjęć, zanim się obejrzałam, on już otworzył drzwi i wyjął mnie wnosząc do środka.
Sala w której przebywaliśmy, była całkowicie pusta. Znajdowała się tylko tam pielęgniarka, zauważając nas poprosiła od razu żebyśmy poszli do lekarza. Udając się za nią, weszłam do niewielkiego pomieszczenia, gdzie przy biurku pisała niewielki, łysawy pan. Położył mnie na łóżku które się tam znajdowało. Lekarz odrywając się od swojej papierkowej roboty, podszedł do mnie i obejrzał moją nogę, rozmawialiśmy chiwlę, o tym jak to się stało. Musiałam zmienić tok wydarzeń bo głupio by to brzmiało, co na prawdę się zdażyło. Po chwili stwierdził diagnozę że mam złamaną nogę i musi na 3 tygodnie mi założyć gips. Przy tym wszystkim ciągle czuwał Justin, irytowało mnie to, bo dawałam mu wiele znaków na to że mnie denerwuje. Po tym jak lekarz założył mi gips, powiedział kiedy mam się zjawić, wysłał do domu.
Justin, wziął mnie na ręcę i wychodząc z pokoju powiedział: " ja się ją dobrze zaopiekuję". Gdy to usłyszałam podniosłam jedną brew do góry i spojrzałam na niego
-Serio nie musisz, wystarczająco już zrobiłeś, wystarczy że podwieziesz mnie do domu i to wszystko-odparłam
On nic nie odpowiedział, tak jakby mnie ignorowałam. Chciałam go walnąć w ramię czy cokolwiek, ale byłam tak zmęczona.
Odwiózł mnie do domu, gdy znaleźliśmy się na werandzie spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Jest ktoś u Ciebie w domu? Czy może masz kluczę? Czy jak?-spojrzał na mnie tymi żałosnymi jak dla mnie oczami.
-Tak mam kluczę-wyjęłam z tylnej kieszeni spodni i mu podałam
On otwierając drzwi i wnosząc mnie na górę do mojego pokoju, położył mnie na łóżku i się do mnie uśmiechnął. Nie wiedziałam co mam w tej chwili zrobić.
~~~
no to akcja powoli się jakoś rozkręca. Podoba wam się? jeżeli czytałeś, to napisz komentarz, oceniający moją pracę. jeżeli chcecie wiedzieć czy pojawił się rozdział, dodaję na tt @JustinFactPL , @WojdyloNikola . <3

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział III

Obudziło mnie rano słońce przebijające się przez szybę. Skrzywiłam się lekko i wzięłam do ręki telefon by sprawdzić która jest godzina. Odblokowałam wyświetlacz i zobaczyłam że już jest 12, zerwałam się szybko z łóżka. Zbiegłam na boso po schodach i rozejrzałam się, w domu nikogo nie było. Na  Mogłam się zresztą tego domyśleć. Wzruszyłam ramionami i poszłam do kuchni zrobić sobie kanapki na śniadanie, bo burczenie w brzuchu było coraz głośniejsze. Dwie kanapki z żółtym serem powinny wystarczyć. Ujrzałam też na lodówce karteczkę gdzie mama napisała : "Jesteśmy u  babci". Usiadłam przy oknie wyglądając przez nie i ujrzałam że strasznie gorąco było. Nie miałam zamiaru wychodzić aż do 21, miałam zamiar się przyszykować na wieczorną imprezę.
Gdy przełknęłam ostatni kawałek kanapki, włożyłam talerz na którym jadłam do zmywarki i poszłam na górę do swojego pokoju. Włączyłam głośno muzykę na odprężenie. Położyłam się na łóżko i założyłam ręce za głowę, myśląc na wszystkim i uśmiechając się sama do siebie. W głowie chodziły mi tylko myśli : "Jaki on jest?", " Jak on wygląda?" i różne takie, w końcu na zabicie czasu zaczęłam oglądać telewizję, i jakoś mi zleciało do 19. Więc zaczęłam się szykować. Umyłam jeszcze raz włosy, po czym wysuszyłam je i pięknie mi się ułożyły. Ubrałam czarne rurki, luźniejszą koszulkę i do tego trampki. Za nim się obejrzałam była już 20, więc wzięłam się do malowania. Nałożyłam na siebie podkład, zrobiłam sobie kreski i podmalowałam rzęsy. Popsikałam na siebie trochę swoich ulubionych perfum, ale czuć je było z daleka.
Postanowiłam już wyjść chociaż miałam jeszcze trochę czasu. Zeszłam spokojnie na dół gdy poczułam wibracje w kiszeni. Wyjęłam więc telefon i zobaczyłam że mam dzwoni, ciekawe czego chciała. Odebrałam odzywając się cicho
-Halo?
-No kochanie my dzisiaj z tatą i twoim bratem nie będziemy na noc zostajemy u babci, mam nadzieje że sobie dasz radę.-powiedziała stonowanym głosem
-Oczywiście mamusiu, nie musisz się o nic martwić, bawcie się tam dobrze- rozłączyłam się i ucieszyłam, bo nie będę musiała się tłumaczyć im.
Wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz, ruszyłam w stronę gdzie miała odbyć się ta domówka. Było to niedaleko mojego domu więc nie było żadnego problemu. Gdy dochodziłam do tego domu, nagle jakby serce zaczęło mi szybciej bić, a ja strasznie zaczęłam się denerwować. Nie wiedziałam kogo mam się spodziewać. A może on w ogólnie przyjdzie? Może dla niego to była tylko zabawa? Sięgnęłam do kieszeni po telefon i odblokowałam go sprawdzając która jest godzina, miałam jeszcze jakieś 3 minuty, więc spokojnie szłam. Widziałam już z daleka że jest sporo osób przy wejściu i nie mogłam zobaczyć tego czy on tam będzie czy nie. Gdy przeszłam przez furtkę i weszłam przez pierwsze dwa, na ostatnim się potknęłam i gdy już miałam upaść, poczuć ten ból stłuczonego kolana, poczułam zupełnie coś innego. Jakby czyjś uścisk. I wtedy się okazało że ktoś mnie złapał. Byłam na tyle w szoku że nie wiedziałam kto w pierwszym momencie. Gdy poprawiłam swoją grzywkę i spojrzałam do góry, zobaczyłam że złapał mnie ten cały Bieber. Szybko wyrwałam z jego objęć i stanęłam przed nim. Byłam tak okropnie zaskoczona, że on w ogóle mnie dotknął. Poprawiłam swoje spodnie i spojrzałam na niego, byłam tak zupełnie zaskoczona, że nic nie mówiłam przez chwilkę.
-Nie ma za co, na prawdę nie musisz mi dziękować - powiedział z ironią w głosie i uśmiechną się.
Pewnie teraz każda dziewczyna na moim miejscu oszalała, ale mi się rzygać chciało.
-Ehh, em no tak, dzięki-wymamrotałam to
Tak staliśmy przez chwilę, on wydawał się jakby też na kogoś czekał, pewnie na kolejną nową laskę, którą sobie znalazł. wzruszyłam ramionami. Czekałam chyba z pół godziny, aż w końcu się zjawił, ale dobrze pomyślałam że mnie olał. Akurat wchodziła moja grupa znajomych, więc przyłączyłam się do nich.
Przez całą imprezę, nie mogłam uwierzyć że okazał się takim dupkiem, na prawdę. Miałam tysiące myśli, to że sam Justin Bieber mnie złapał, gdzie bym upadła, też mnie zdziwiło. Przez większość imprezy byłam strasznie wkurzona, ale po wybiciu trzech drinków, rozładowałam całe złe emocję i bawiłam się jak nigdy. W sumie straciłam nad sobą kontrole. Robiłam różne rzeczy których na trzeźwo nawet nie odważyłabym się zrobić. Po tańcach i różnych szaleństwach byłam zmęczona więc poszłam na basem i usiadłam na jednym  z leżaków. Nie wiedziałam kompletnie co wokół mnie się dzieje. Przysiadłam się do jakiegoś chłopaka. Nie byłam świadoma tego że to był Bieber. Byłam można powiedzieć lekko pijana, więc nawet mi to nie przeszkadzało że siedział koło mnie.
Odwróciłam się w jego stronę i się uśmiechnęłam, on to zauważył i spytał się mnie:
-Z nogą wszystko w porządku?- spojrzał na mnie takim pieszczotliwym wzrokiem
-Tak, chodzić mogę, więc jak najbardziej okej. Dziękuję że pytasz. W ogólnie to chciałam Ci bardzo podziękować, bo w tamtym momencie nie wiedziałam co zrobić bo bardzo się zdziwiłam.-odparłam,po czym położyłam rękę na jego ramieniu zupełnie tego nie kontrolując.
-Nie no rozumiem rozumiem, w sumie nie mam ci tego za złe-odparł ze spokojem w głosie
-A ty na kogoś czekałeś? Bo widziałem że stałeś tam i tak jakbyś czekałeś. Jakaś nowa dziewczyna nie przyszła i cię olała?-spojrzałam w jego jakże brązowe oczy, ale po chwili obróciłam wzrok.
Chyba był trzeźwy, ale bardzo zawiedziony.
-Nie nowa dziewczyna po prostu znajoma , umówiliśmy się tutaj, ale chyba mnie olała, a tak strasznie chciałem ją poznać-powiedział z wielkim zawiedzeniem.
-Rozumiem cię właśnie też się miałam spotkać z chłopakiem z którym się poznałam przez internet. Wiem może to trochę głupio zabrzmieć, ale wydawał się taki fajny, ale wystawił mnie zupełnie wystawił mnie-żaliłam się jak nikomu innemu
Ale chyb w tym samym momencie spostrzegliśmy, że to właśnie my mieliśmy się spotkać...
~~~~
I jak wrażenia? :)